W naszym rodzinnym mieście mamy nielada atrakcję - Muzeum Kolei Wąskotorowej.
Nie jest tak, że nie znamy zupełnie - wycieczki szkolne do tego muzeum to obowiązkowy punkt programu tutejszych szkół. Ale to było tak daaaawno temu! :D
Odkąd Dziedzic pojawił się na świecie, rok w rok w okresie wakacyjnym obiecywałam sobie, że w końcu wybierzemy się na wycieczkę koleją wąskotorową.
Na wycieczkę zabraliśmy ze sobą Dziadków - za ich młodości kolej wąskotorowa była dla wielu codziennym środkiem transportu.
Pogoda dopisała, humory również :)
Dziedzic był mega-zadowolony.
Wiele emocji budził w nim fakt, że może podziwiać znajome miejsca z nowej perspektywy, z okna sunącego po torach pociągu.
Dodatkową atrakcją było ognisko w Osadzie Puszczańskiej. Mmmmm... kiełbaski nigdy nie smakowały lepiej! ;)
W puszczy Dziedzic miał dodatkową przygodę - bliskie spotkanie z... pokrzywami!
Cóż... najpierw była draka - bo boli, szczypie, swędzi i w ogóle świat jest niesprawiedliwy, bo tyle dzieci tu biega - a tylko jemu się przytrafiło w pokrzywy wleźć ;)
Chwilę potem szczycił się, że poparzenie pokrzywą jest bardzo zdrowe! I tylko Ci najodważniejsi w nie wchodzą! ;) Rozumiecie: wchodzą! Nie - wbiegają przypadkiem! ;) :D
I w ogóle Dziedzic stwierdził, że młodszy brat mu się na coś przydał - mokre chusteczki będące na wyposażeniu Okruszka skutecznie łagodziły miejsce pokrzywowych poparzeń :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz