środa, 8 listopada 2017

Mazury na wariata! :)

Kto nas czyta, ten wie, że kochamy Mazury!
Ich spokój, soczystość zieleni, szum lasu i mieniące się w słońcu jeziora. 


Zwykle planujemy swoje wakacje na długo przed latem. Lubimy poprzebierać w ofertach i wylądować tam, gdzie chcemy, a nie tam, gdzie akurat fartem wolne ;)


Tegoroczne wakacje również mieliśmy zaplanowane. I również od dawna. 
Tym razem mieliśmy pozwolić Mazurom za sobą zatęsknić ;) :)
A nasze plany zakładały przekroczenie zachodniej granicy Polski i... odwiedziny u naszych wspaniałych Przyjaciół. 
No ale... W ostatniej chwili plany uległy zmianie... Nieeee - nie że my się rozmyśliliśmy. 
Zadecydowała za nas pewna mała Calineczka, która wówczas zamieszkiwała M1 u swojej Mamy :)
I która kategorycznie nakazała swej Rodzicielce natychmiastowy odpoczynek. 
No wiecie - Calineczce się nie odmawia ;), a plany zawsze można zmienić :)
Zresztą... nasza wizyta w DE i tak się w końcu ziści.
I sama nie wiem, czy to bardziej obietnica, czy groźba ;)
 Kochani R&M - musicie ocenić to sami! :D
Jedno wiedzieliśmy na pewno - nie ma spędzania urlopu w domu.
Musimy się wyrwać - chociaż na kilka dni. 
Odetchnąć innym powietrzem. 

Kierunek? W tej sytuacji - jedyny słuszny! ;)
MAZURY! :D

Cały dzień poświęciłam na szukanie miejsca, które nas przygarnie. Ale - albo nie było wolne w interesującym nas terminie, albo coś było z nim nie halo - np. zbyt daleko do jeziora. Urlop co prawda w drugiej połowie sierpnia, pogoda nie rozpieszczała - ale być na Mazurach latem i choć raz nie popływać w jeziorze? No nie ma mowy! ;)

W końcu dzień później sprawy w swoje ręce wziął Tutuś. Usiadł przed kompem, poszperał i... znalazł!
Choć, gdy wybierał numer telefonu dzwoniąc w sprawie rezerwacji, ja przekonana byłam, że usłyszy: "Przykro mi, w tym terminie nie mam niczego wolnego". 
Jakie to szczęście, że tym razem nie miałam racji!


Dzień później wpakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w drogę.
W mojej głowie było pełno obaw - no bo skoro ten domek, tak pięknie prezentujący się na zdjęciach, nie znalazł chętnego, to coś z nim musi być nie tak! Taka podejrzliwość gdzieś we mnie się odezwała. W końcu dotarliśmy na miejsce. Rozejrzeliśmy się i... no łaaaał! Bajka! 
Cisza, spokój, zielono, dużo otwartej przestrzeni, blisko do jeziora.


Aha! Ciekawe jak wygląda domek w środku.... Ale... i tam nie było rozczarowania!
Wręcz przeciwnie!
Cały domek - czyściutki! Nawet ściereczki w kuchni wisiały - wyprasowane!!! Drugi raz w życiu nie musiałam od razu jechać do sklepu po środki czystości, żeby umyć łazienkę! Bo wiecie - Dziedzic korzysta TYLKO z tych pachnących ;) Innych się brzydzi...

Przypadek sprawił, że odkryliśmy naprawdę cudowne miejsce. Od razu wyjaśniam - jeśli szukacie bardziej rozrywkowych klimatów - to się nie fatygujcie ;) Ale jeśli chcecie odpocząć od zgiełku miasta, w towarzystwie matki natury - to śmiało!:D Tutuś się śmieje, że chyba tylko my wyjeżdżamy na wakacje ze wsi na wieś ;)


Na polanie były jedynie dwa domki - tylko nasz był zajęty, więc generalnie byliśmy SAMI! Śniadania i kolacje jedliśmy na tarasie :) Tutaj mogliśmy też poodpoczywać na leżakach, które mieliśmy na wyposażeniu. Gdy trafiła nam się chłodniejsza noc, pani właścicielka zapukała wieczorową porą i (przepraszając, że nas niepokoi) wręczyła nam - kompletnie zaskoczonym - farelkę. Żeby dzieci nie zmarzły! :D Jezioro, do którego trzeba było zejść trochę niżej, było mega-czyste. Gdy miałam wodę po pas - nadal widziałam swoje stopy. Mimo, że temperatura nas nie rozpieszczała - w maksie były raptem 23 stopnie - to i tak korzystaliśmy z kąpieli. Woda - oprócz tego, że czysta - była przyjemnie ciepła :)


To magiczne miejsce znajduje się w Żurejnach, blisko Starych Jabłonek i Ostródy. Całkiem niedaleko od nas - jechaliśmy jakieś 3 godziny :)
Oaza spokoju - w sąsiedztwie pól, lasów, jezior i... koni! Tuż za płotem! ;)



Byliśmy tu zdecydowanie za krótko. Wyjechaliśmy przekonani, że nie był to nasz ostatni raz w tym cudnym miejscu :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz