wtorek, 28 listopada 2017

Pożegnanie wakacji - Muzeum Kolei Wąskotorowej

W naszym rodzinnym mieście mamy nielada atrakcję - Muzeum Kolei Wąskotorowej. 
Wstyd przyznać, ale... sprawdza się tu stare porzekadło: "Cudze chwalicie, a swego nie znacie".



Nie jest tak, że nie znamy zupełnie - wycieczki szkolne do tego muzeum to obowiązkowy punkt programu tutejszych szkół. Ale to było tak daaaawno temu! :D

Odkąd Dziedzic pojawił się na świecie, rok w rok w okresie wakacyjnym obiecywałam sobie, że w końcu wybierzemy się na wycieczkę koleją wąskotorową. 

I dopiero w tym roku plan udało się zrealizować - zrobiliśmy sobie takie pożegnanie wakacji!


Na wycieczkę zabraliśmy ze sobą Dziadków - za ich młodości kolej wąskotorowa była dla wielu codziennym środkiem transportu.


Pogoda dopisała, humory również :)
Dziedzic był mega-zadowolony.
Wiele emocji budził w nim fakt, że może podziwiać znajome miejsca z nowej perspektywy, z okna sunącego po torach pociągu.


Dodatkową atrakcją było ognisko w Osadzie Puszczańskiej. Mmmmm... kiełbaski nigdy nie smakowały lepiej! ;)


W puszczy Dziedzic miał dodatkową przygodę - bliskie spotkanie z... pokrzywami!
Cóż... najpierw była draka - bo boli, szczypie, swędzi i w ogóle świat jest niesprawiedliwy, bo tyle dzieci tu biega - a tylko jemu się przytrafiło w pokrzywy wleźć ;)
 Chwilę potem szczycił się, że poparzenie pokrzywą jest bardzo zdrowe! I tylko Ci najodważniejsi w nie wchodzą! ;) Rozumiecie: wchodzą! Nie - wbiegają przypadkiem! ;) :D
I w ogóle Dziedzic stwierdził, że młodszy brat mu się na coś przydał - mokre chusteczki będące na wyposażeniu Okruszka skutecznie łagodziły miejsce pokrzywowych poparzeń :)

A Okruszek... Cóż... Pociąg pięknie ukołysał go do snu ;) I nawet gwizd lokomotywy mu w nim nie przeszkadzał, choć w domu budzi go nawet szelest foliowej reklamówki ;)

środa, 8 listopada 2017

Mazury na wariata! :)

Kto nas czyta, ten wie, że kochamy Mazury!
Ich spokój, soczystość zieleni, szum lasu i mieniące się w słońcu jeziora. 


Zwykle planujemy swoje wakacje na długo przed latem. Lubimy poprzebierać w ofertach i wylądować tam, gdzie chcemy, a nie tam, gdzie akurat fartem wolne ;)


Tegoroczne wakacje również mieliśmy zaplanowane. I również od dawna. 
Tym razem mieliśmy pozwolić Mazurom za sobą zatęsknić ;) :)
A nasze plany zakładały przekroczenie zachodniej granicy Polski i... odwiedziny u naszych wspaniałych Przyjaciół. 
No ale... W ostatniej chwili plany uległy zmianie... Nieeee - nie że my się rozmyśliliśmy. 
Zadecydowała za nas pewna mała Calineczka, która wówczas zamieszkiwała M1 u swojej Mamy :)
I która kategorycznie nakazała swej Rodzicielce natychmiastowy odpoczynek. 
No wiecie - Calineczce się nie odmawia ;), a plany zawsze można zmienić :)
Zresztą... nasza wizyta w DE i tak się w końcu ziści.
I sama nie wiem, czy to bardziej obietnica, czy groźba ;)
 Kochani R&M - musicie ocenić to sami! :D
Jedno wiedzieliśmy na pewno - nie ma spędzania urlopu w domu.
Musimy się wyrwać - chociaż na kilka dni. 
Odetchnąć innym powietrzem. 

Kierunek? W tej sytuacji - jedyny słuszny! ;)
MAZURY! :D

Cały dzień poświęciłam na szukanie miejsca, które nas przygarnie. Ale - albo nie było wolne w interesującym nas terminie, albo coś było z nim nie halo - np. zbyt daleko do jeziora. Urlop co prawda w drugiej połowie sierpnia, pogoda nie rozpieszczała - ale być na Mazurach latem i choć raz nie popływać w jeziorze? No nie ma mowy! ;)

W końcu dzień później sprawy w swoje ręce wziął Tutuś. Usiadł przed kompem, poszperał i... znalazł!
Choć, gdy wybierał numer telefonu dzwoniąc w sprawie rezerwacji, ja przekonana byłam, że usłyszy: "Przykro mi, w tym terminie nie mam niczego wolnego". 
Jakie to szczęście, że tym razem nie miałam racji!


Dzień później wpakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w drogę.
W mojej głowie było pełno obaw - no bo skoro ten domek, tak pięknie prezentujący się na zdjęciach, nie znalazł chętnego, to coś z nim musi być nie tak! Taka podejrzliwość gdzieś we mnie się odezwała. W końcu dotarliśmy na miejsce. Rozejrzeliśmy się i... no łaaaał! Bajka! 
Cisza, spokój, zielono, dużo otwartej przestrzeni, blisko do jeziora.


Aha! Ciekawe jak wygląda domek w środku.... Ale... i tam nie było rozczarowania!
Wręcz przeciwnie!
Cały domek - czyściutki! Nawet ściereczki w kuchni wisiały - wyprasowane!!! Drugi raz w życiu nie musiałam od razu jechać do sklepu po środki czystości, żeby umyć łazienkę! Bo wiecie - Dziedzic korzysta TYLKO z tych pachnących ;) Innych się brzydzi...

Przypadek sprawił, że odkryliśmy naprawdę cudowne miejsce. Od razu wyjaśniam - jeśli szukacie bardziej rozrywkowych klimatów - to się nie fatygujcie ;) Ale jeśli chcecie odpocząć od zgiełku miasta, w towarzystwie matki natury - to śmiało!:D Tutuś się śmieje, że chyba tylko my wyjeżdżamy na wakacje ze wsi na wieś ;)


Na polanie były jedynie dwa domki - tylko nasz był zajęty, więc generalnie byliśmy SAMI! Śniadania i kolacje jedliśmy na tarasie :) Tutaj mogliśmy też poodpoczywać na leżakach, które mieliśmy na wyposażeniu. Gdy trafiła nam się chłodniejsza noc, pani właścicielka zapukała wieczorową porą i (przepraszając, że nas niepokoi) wręczyła nam - kompletnie zaskoczonym - farelkę. Żeby dzieci nie zmarzły! :D Jezioro, do którego trzeba było zejść trochę niżej, było mega-czyste. Gdy miałam wodę po pas - nadal widziałam swoje stopy. Mimo, że temperatura nas nie rozpieszczała - w maksie były raptem 23 stopnie - to i tak korzystaliśmy z kąpieli. Woda - oprócz tego, że czysta - była przyjemnie ciepła :)


To magiczne miejsce znajduje się w Żurejnach, blisko Starych Jabłonek i Ostródy. Całkiem niedaleko od nas - jechaliśmy jakieś 3 godziny :)
Oaza spokoju - w sąsiedztwie pól, lasów, jezior i... koni! Tuż za płotem! ;)



Byliśmy tu zdecydowanie za krótko. Wyjechaliśmy przekonani, że nie był to nasz ostatni raz w tym cudnym miejscu :)


piątek, 3 listopada 2017

Scenariusz pirackich urodzin ;)

Na początku wiedziałam tylko jedno - mają być urodziny ;) Dla przyjaciół Dziedzica :)
Chwilę potem zaczęła kiełkować myśl, że może by tak osadzić urodziny w jakimś motywie przewodnim.
Piraci! Tak!
Stwierdziłam, że to taki wdzięczny, choć dość oklepany, motyw.
Ale co tam! Przecież nasze Piraciątka będą jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne! :D

Skoro decyzja o organizacji przyjęcia urodzinowego zapadła, a i styl został wybrany - zaczęłam szukać inspiracji w Internecie. A tu? Wszystko i nic!

W końcu - z notatnikiem w ręku - zaczęłam krok po kroku planować imprezę :)
W ten sposób udało mi się stworzyć scenariusz, który do samego końca pozwolił mi wszystko ogarnąć, choć i tak bez wpadek i spontanu się nie obyło! ;)

Przygotowania trwały jakieś trzy tygodnie. Zaczęliśmy od zaproszeń. Ale to już wiecie :)

Przygotowałam też dekoracje - na dużych arkuszach papieru pakowego narysowałam dwie palmy i statek - i wykleiłam szkice bibułą. No dobra - Dziedzic dzielnie mi w tym wszystkim pomagał :)





Na szybko skleciliśmy z Dziedzicem żagle, które rozparliśmy na brzozowych patykach. Za "materiał" posłużył tu brystol :) Niestety ta dekoracja się nie sprawdziła - z jednego, nieprzewidzianego powodu - w dniu imprezy było wietrznie i żagle przegrały walkę z żywiołem ;)


Z brystolu wycięłam też płetwy rekinów :) Za pomocą taśmy dwustronnie klejącej oraz wykałaczek zostały potem przymocowane do niebieskiego koca i tak powstał "Ocean Rekinów", który dzieci musiały pokonać, przechodząc nad nim po równoważni.



 Oczywiście nie mogło również zabraknąć statków z papieru :) Nakitrałam ich, że hoho! Cześć z nich "robiła" za półmiski na ciastka i cukierki - jednocześnie ozdabiając stół :)


Pozostałe zostały "załadowane" słodkościami", zapakowane w przeźroczystą folię prezentową i przewiązane sznurkiem pakowym. Goście Dziedzica otrzymali je jako słodkie podziękowanie na zakończenie imprezy :) Aha! Ozdobą były też papierowe girlandy.


 Wzór znalazłam w Internecie - o tu: http://www.papierowaagrafka.pl/2017/02/1150/papierowa-girlanda-druku-alfabet/ Wydrukowałam potrzebne strony - i tak powstała nasza girlanda :)

Główną zaplanowaną atrakcją była zabawa w szukanie ukrytego Skarbu. Dlatego na dużym arkuszu papieru narysowałam mapę placu zabaw, na którym odbyło się przyjęcie :) i drogę do skarbu.



Mapa została porwana na 5 fragmentów - każdy z nich zbliżał nas do celu, ale odkrywał też zadania do wykonania.

I w końcu nadszedł TEN dzień! I zabawa zaczęła się na całego! 
Pomóc we wszystkim miała mi poniższa ściąga, zwana szumnie "scenariuszem" ;) Zamieszczam ją tu, żeby wiedzieć, gdzie szukać przy następnej okazji (a ta "już" za 5 lat! Niecałe! ;) ). A może i ktoś z Was znajdzie tu coś dla siebie :) Będzie mi niezmiernie miło :)

SCENARIUSZ PIRACKICH URODZIN

1. Zaczynamy śpiewaniem „Sto lat” i dzieleniem tortu. Gdy dzieci zjedzą – wówczas pojawia się zły pirat Barnaba (w tej roli Tutuś) i przekazuje list w butelce. Z przejęciem czytamy list.
2.   O nie! Pirat Barnaba wyzywa nas od „szczurów lądowych”! Tak nie może być! Animator pasuje dzieci na piratów, każdemu kładąc na ramieniu miecz i mówiąc:  „Na całe złoto i wszystkie skarby świata – pasuję Ciebie, „imię”, na Pirata!” i wręcza każdemu dziecku maskę pirata.
3.   Gdy dzieci zostaną pasowane – zły Pirat Barnaba daje im pierwszy fragment mapy.
4.   Idziemy do „ścianki wspinaczkowej” – tam ukryty jest koszyk z lornetkami. Każde dziecko dostaje jedną lornetkę – z nią łatwiej będzie szukać drogi do skarbu :)
5.   Gdy wszystkie dzieci dostaną lornetki – zły Pirat Barnaba przekazuje kolejny fragment mapy.
6.   Dzieci znów „płyną” statkiem, trafiają na ocean rekinów. Teraz muszą udowodnić, że są odważne. Każde z nich musi pokonać równoważnię tak, aby nie wpaść do wody, w której pływają rekiny! Gdy wszystkie dzieci pokonają przeszkodę, krzyczymy z radości i bijemy brawo. Zły Pirat Barnaba przekazuje w nagrodę kolejny fragment mapy.
7.  Statek z piratami płynie dalej. Znajduje zieloną wyspę, a na niej – tajemniczy pakunek. Jubilat odpakowuje paczkę, a tam… chusta animacyjna! Zabawy z wykorzystaniem chusty.
8.   Zły Pirat Barnaba przekazuje dzieciom następny fragment mapy.
9.   Każde z dzieci musi przejść na plac wyłożony kostką, trzymając w rękach talerzyk, a na talerzyku – nadmuchany balonik. Zadanie polega na tym, aby z „zielonej wyspy” na kostkę przejść w taki sposób, aby balonik nie spadł (ostatecznie z racji wiejącego wiatru zrezygnowałam z balonów :( ).
10. Plac wyłożony kostką to wieeeelki statek. Dzieci ustawiają się w dwóch grupach, gęsiego. Naprzeciw stoją animatorzy i mówią wierszyk – a dzieci powtarzają po nich kolejne czynności:

Animator - Kapitan opowiada, zachęcając dzieci do wykonywania zamierzonych czynności:
Dzielni i silni piraci/Dzieci pokazują swoje muskuły :D
Wyruszyli na poszukiwanie Skarbu na Czekoladową Wyspę.
W rękach trzymali wiosła/wszyscy trzymają ręce do góry/
Którymi wiosłowali raz w lewo/wiosłujemy z lewej/
Raz w prawo/wiosłujemy z prawej/
I tak na zmianę/wiosłujemy na zmianę/
Aż nagle na niebie zebrały się ciemne chmury/pokazujemy palcem do góry/
I na morzu zrobił się sztorm! Statek kołysał się na wszystkie strony!/dzieci się kołyszą/
Zrobił się przechył na stronę lewą/wszyscy przewracają się na lewą stronę/
Potem przechył na stronę prawą/wszyscy przewracają się na stronę prawą/
A potem łódź kołysała się do przodu i do tyłu/pochylamy się do przodu i do tyłu/
W dodatku zaczęły ich gonić rekiny, więc musieli przyśpieszyć z wiosłowaniem/udajemy, że wiosłujemy uciekając przed rekinami/
Aż w końcu dotarli do Czekoladowej Wyspy!/oblizujemy się i masujemy po brzuchu/ Gdzie tubylcy zdradzili im przepis na pyszną czekoladę!/zbieramy się w kole i rozpoczyna się taniec animacyjny do piosenki Chocolate !!!”
11. Po odtańczeniu czekoladowego tańca zły Pirat Barnaba przekazuje dzieciom ostatni fragment mapy. Idziemy wg wskazówek, na końcu dzieci odnajdują skarb – kuferek wypełniony czekoladkami. Wpadamy na genialny pomysł, że może udałoby się przekonać złego Pirata Barnabę, aby przestał być zły. Sugerujemy, że może gdy Pirat zje magiczną czekoladkę z kuferka – to wówczas będzie uśmiechnięty i zadowolony. Na sam koniec dzieci tańczą i bawią się razem.
12. Na koniec imprezy każde z dzieci otrzymuje papierową łódkę ze słodyczami – w ramach podziękowań za przybycie na urodziny.   

Scenariusz, scenariuszem - ale bez wpadek się nie obyło. Jakież było moje zdumienie, gdy na chwilę przed wręczeniem ostatniego fragmentu mapy okazało się, że... w ustalonym miejscu nie ma skarbu! No wiecie - ja myślałam, że z domu zabrał go Tutuś... A Tutuś... myślał zupełnie odwrotnie ;) :P Szybko udało się dostarczyć "zgubę", a w czasie oczekiwania na kuferek - dzieci miały czas, żeby się napić, posilić i... pomalować farbami na stretch'u, który został rozciągnięty pomiędzy drzewami :)
No i - podczas "płynięcia" do Czekoladowej Wyspy... zapomniałyśmy uruchomić maszynkę do robienia baniek mydlanych... Do dziś nad tym ubolewam, bo przy tym ZAWSZE jest fantastyczna zabawa :(

No! To żeby nie kończyć tym smutnym akcentem - pokażę Wam, jak wyglądał list od złego Barnaby :) I znów postarzona kartka - tym razem upchana w butelkę :)



I to by było na tyle! Ahoj! ;)