poniedziałek, 31 lipca 2017

Kreatywnie: kolorowy zawrót głowy! :D

Czy tylko ja tak mam, że moja doba jest jakaś przykrótka?
Tyle rzeczy robię, tyle rzeczy wciąż do zrobienia, a jeszcze więcej w planach i w marzeniach :D 

Każdą wolną chwilę (a tych coś malutko) poświęcam na robienie dekoracji i wymyślanie zabaw na zbliżające się wielkimi krokami piąte urodziny Dziedzica :)
Pirackie piąte urodziny Dziedzica!
Na pewno poświęcę im osobny wpis, bo choć motyw przewodni dość oklepany, to jednak niezwykle wdzięczny! :)

Kto mnie zna, ten wie, że jestem teraz w swoim żywiole :)
Lubię planować, organizować, a potem wprowadzać wszelkie szaleństwa w życie i patrzeć, jak Dziedzicowi oczy świecą z zachwytu, a buźkę rozjaśnia szeroki uśmiech :D

Dziedzic trochę pomaga, ale są takie rzeczy, które wolałabym zrobić sama - po to, żeby i on miał jakąś niespodziankę podczas swojego urodzinowego przyjęcia :D

Ale przed Dziedzicem nie tak łatwo jest coś ukryć ;)
Dlatego wczoraj wymyśliłam zabawę, która zajęła go na dłużej, a mi pozwoliła dalej realizować "niecny piracki plan" ;)

W Internecie - oczywiście - znalazłam inspirującą zabawę kolorami.
Wystarczy bibuła w intensywnych kolorach, kilka kubków, trochę wody i najtańszy makaron.

Udało mi się kupić bibułę w małej "kostce". 10 kolorów w opakowaniu! Feeria barw! Pepco znów wyszło naprzeciw moim oczekiwaniom ;)

Dziedzic uwielbia wycinać. Nożyczki często goszczą więc w jego dłoni. Każdy kartonik, pudełko, kartka - zanim trafią do worka z makulaturą zostają pieczołowicie pocięte na kawałki :)
Do cięcia kolorowej bibuły wcale nie trzeba było go namawiać.



Każdy kolor trafił do osobnego kubeczka, a potem został zalany wodą.



Bibuła szybko oddała wodzie swój piękny kolor. Przy okazji okazało się, że najmniej skora do dzielenia się barwą jest ta w kolorze białym ;)
Gdy woda mieniła się kolorami tęczy - wrzuciliśmy do kubków makaron :)
 

A gdy i ten pięknie się zabarwił - wyłowiliśmy go, ułożyliśmy na papierowych ręcznikach i pozostawiliśmy do wyschnięcia.




Prezentuje się pięknie i - już suchy - czeka na zabawy z Dziedzicem, który aktualnie postanowił odpocząć od upału i... drzemie w chłodnym, zacienionym roletami salonie ;)

środa, 12 lipca 2017

Kreatywnie: plakatówki i stretch! :)

A w minioną niedzielę... Dziedzic miał gościa!
Najprawdziwszego, swojego, młodszego o 1,5 roku... płci żeńskiej! ;)
Dacie wiarę??? :D ;)

Towarzystwo poznało się jakiś czas temu.
 Na placu remontowo-budowalnym :D
 W warunkach iście sprzyjających zawieraniu dziecięcych przyjaźni.
 Wiecie - kuuuupaaaa piaaaaachuuu! Kilka rupieci do grzebania w nim. I kilka resoraków Dziedzica. 

Tak się tworzy przyjaźń! :D

Od tamtego czasu Dziedzic czekał na odwiedziny towarzyszki zabaw u siebie. 
No i w końcu się udało!


Musia - znaczy ja - przegrzebała internety w celu znalezienia jakiegoś świetnego zajęcia dla obojga. 
Bo u nas podwórko już od jakiegoś czasu placu budowy nie przypomina (choć zielonego, trawiastego dywanu wciąż brak), a i remonty wewnątrz zakończone (nooo...prawie ;) ), zatem atrakcji w postaci gór piachu - brak!

Poszukiwania na szczęście przyniosły efekt i chwilę później dumnie niosłam pod pachą rolkę stretch'u, a w ręku - nożyczki :D
Tutusia jeszcze po drodze ze sobą zgarnęłam i wspólnymi siłami, w jakieś 10 minut stworzyliśmy dla dzieciaków plenerowe miejsce do malowania farbami! :D


Do pełni szczęścia potrzeba tak niewiele! :D
Trochę folii, pędzle, no i farby!


Pomysł chwycił - dzieciaki tworzyły cudne, kolorowe malowidła :D



Przy okazji pokazałam im, że udało nam się kupić magiczne farby! Że jak zmieszamy niebieski i żółty - to mamy zielony! A żółty i czerwony - zamieni się w pomarańczowy! Potem "młodzież" sama mieszała farby i - krzycząc radośnie - informowała nas, jakie to nowe kolory zostały uzyskane! :D

Dorośli też mieli pole do popisu - pędzle szły w ruch, każdy chciał coś zmalować! :D


A ci, którzy nie chcieli - wybrali spacer po lesie, który mamy tuż za płotem :D Dacie wiarę, że są już grzyby???


Na sam koniec okazało się, że nie doceniłam możliwości naszego podwórka! 
I że kreatywność dzieci nie ma granic!
Bo wystarczy trochę ziemi, trochę wody i... mamy błoto!


A błoto to bagno! :D
A w bagnie - to samochody toną! :D
A służby przyjeżdżają im pomagać!  :D


 Popołudnie zleciało w mgnieniu oka :) 
Dzieci pożegnały się umorusane, ale szczęśliwe i pełne wrażeń :D
Już umówiły się na kolejny raz, także... Internecie - strzeż się! Znów będę szukać inspiracji! :D ;)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Wakacyjny chill :)

Piękna, wakacyjna pogoda w tym roku kazała długo na siebie czekać.
No ale w końcu jest - kapryśna, z humorami i fochami - ale jest!
Zanim zacznie się narzekanie, że za gorąco, że za duszno, że nie ma czym oddychać - chwytamy lato i wyciskamy je jak cytrynkę! 
Teraz jest ten czas, kiedy ładujemy akumulatory na cały następny rok. Dni - długie, noce - krótkie, a mimo to nikt nie narzeka na niedospanie i zmęczenie :D 

Plan na wakacje jest prosty - Dziedzic w domu. Razem ze mną. I z Okruszkiem. 
Jednak - żeby zbyt prosto, czyli nudno - nie było, zaplanowałam na 8 tygodni wakacji jakieś atrakcje. I mam nadzieję, że przypadną one Dziedzicowi do gustu ;) Bo atrakcje z myślą o nim, oczywiście. Okruszek bowiem do pełni szczęścia potrzebuje głównie mnie i - w zależności od sytuacji - cycusia, przytulasa, śpiewania, kołysania albo zwyczajnie - pogadać ;) :D No i Bananowa Anka - dobrze, gdy dziewczyna jest w pobliżu ;), bo Okruszek baaaardzo ją polubił ;) :P

Wakacyjny plan zaczęliśmy realizować w sobotę. Korzystając z okazji, że będziemy w Błoniu, postanowiliśmy odwiedzić tamtejszy Park Bajka. 
Nasza wizyta tu była nagrodą dla Dziedzica. Bo Dziedzic zaimponował nam swoim zachowaniem u stomatologa, którego odwiedziliśmy chwilę wcześniej. Był mega-dzielny i teraz wszystkim chwali się plombą. Pierwszą. Jedyną! :D I w ogóle to już czeka na następną wizytę w gabinecie! :D

Najpierw panowie rozegrali partyjkę szachów ;)


Przy okazji opracowali własne zasady tej szlachetnej gry. Nie próbowałam nawet rozgryzać ich strategii i kryjącej się za każdym ruchem logiki - najważniejsze, że w końcu wyłonił się zwycięzca. A ten mógł być tylko jeden ;) 
Pomimo tego, że w sobotę żar nie lał się z nieba - Dziedzic korzystał z fontann :) Woda to żywioł obu naszych Potomków ;) Nie ma lata bez taplaniny! ;) :D


W czasie, gdy Dziedzic biegał pod zraszaczami i brodził w "rzece" - Okruszek wypoczywał na kocyku :)


Towarzyszyliśmy mu naprzemiennie - ja lub Tutuś oraz ulubiona przez Okruszka, Bananowa Anka ;)


Po wodnych szaleństwach poszliśmy na spacer po dalszej części parku. 
Śmiechu co niemiara mamy zawsze przy krzywych zwierciadłach :D
Pamiętam, że za mojego dzieciństwa to była jedna z ulubionych atrakcji w przyjezdnych lunaparkach :D




Za każdym razem furorę robią też olbrzymie, wiklinowe kule-domki :)


Park Bajka - przynajmniej wg nas - to miejsce, w którym warto dopuścić do głosu swoje wewnętrzne dziecko i pozwolić sobie na odrobinę zabawy i szaleństwa. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - woda, piasek, giga-szachy,krzywe lustra, plac zabaw, małpi gaj, olbrzymie leżaki, przy których dorośli wyglądają jak małe dzieci :) Z powodzeniem można tu spędzić cały dzień bez obawy, że dopadnie nas nuda :) Warto zabrać ze sobą koc i coś pysznego do pochrupania i picia :) Taki piknik zawsze jest mile widziany :)
Żałuję, że takiego miejsca nie ma w naszym rodzinnym mieście.