Wiecie? To jest post, o którym myślałam kilka dobrych dni...
I jestem przekonana, że rację przyzna mi KAŻDA kobieta, która to przeczyta.
Mam nadzieję, że znajdą się również mężczyźni, którzy się ze mną zgodzą.
Otóż - drogie KOBIETY: ten, kto powiedział, że z nas słaba płeć, ten nie wiedział co gada!
Każda z nas - niezależnie od tego kim jest na codzień: mamą, gospodynią domową, ekspedientką w sklepie czy doktorem nauk medycznych jest KOBIETĄ!!!
A pod tym określeniem kryje się wiele cech SUPERBOHATERA!
To my, KOBIETY - pracujemy zawodowo i jednocześnie strzeżemy domowego ogniska!
To my, KOBIETY - wydajemy na świat Nowe Życie!
Tak, to piękne - ale żaden mężczyzna - nawet ten najbardziej empatyczny - nie ma pojęcia, ile bólu i wyrzeczeń może nas to kosztować.
W miniony poniedziałek pojechaliśmy do szpitala. Tym razem - na planowane CC.
Ze spokojem, bez niepewności, z wiedzą, co mnie czeka i jak mogę się czuć dziś, jutro, pojutrze - cierpliwie czekałam na to, kiedy zostanę zaprowadzona na salę operacyjną.
Po poprzednich przeżyciach okołoporodowych - tu rozpoczęło się zupełnie inaczej.
Czułam się trochę niemalże jak w SPA ;)
Żadnego stresu! To znaczy z mojej strony, bo Tutuś na ten przykład zrobił niezłe kilometry drepcząc w tę i z powrotem po sali, w której oczekiwaliśmy na CC ;)
Dokładnie o 11:05 Okruszek powitał świat donośnym krzykiem :)
Maszyny monitorujące znów oszalały, ja znów roniłam najcenniejsze z łez - łzy szczęścia. I karkołomnie wykręcałam głowę do tyłu, żeby koniecznie zobaczyć, co robią naszemu nowemu dziecku, jak wygląda - udało mi się nawet policzyć paluszki u nóżek :)
We wtorek, o 05:30 rano po raz pierwszy wstałam z łóżka...
To nic, że boli, że szwy ciągną, a każde napięcie mięśni brzucha przyprawia o zawroty głowy...
Zagryzam zęby, zaciskam powieki i siadam, żeby za chwilę wstać i zrobić trzy kroki.
Tam, niedaleko, w małym szklanym łóżeczku szpitalnym, leży bowiem małe zawiniątko, dla którego już dziś jestem w stanie zrobić milion okupionych bólem malutkich kroczków.
Najlepszy motywator!
Walczę z bólem żeber, teraz - z bólem pleców po wkłuciu znieczulającym.
Ale to nic, to minie - a wielkie szczęście z nami zostanie :)
Widać tak już jest świat urządzony, że to, co najcenniejsze często okupione jest trudem, bólem i łzami :)
Każdego dnia jest lepiej. Od samego początku chodzę w pozycji wyprostowanej - jak na Homo Sapiens przystało ;) Po pierwszym CC chodziłam zgięta wpół... Ale jakie to ma dziś znaczenie? Wówczas też miało niewielkie - najważniejsza była sucha pielucha i pełen brzuszek Dziedzica :)
Od czwartku jesteśmy w domu. Uczymy się życia w powiększonym składzie :)
Odliczam dni do chwili, kiedy będę mogła położyć się na brzuchu - wczoraj po raz pierwszy od CC przespałam noc - CAŁĄ!!! - na lewym boku! :) Niby nic - a jednak sukces! ;)
Kochane Kobiety!
Jesteśmy MOCARKAMI!!! Dajemy radę WSZYSTKIEMU!!!
Jesteśmy w stanie znieść tak wiele, że zupełnie nie rozumiem, czemu filmowi bohaterowie to głównie mężczyźni (z całą sympatią do Was - Drodzy Panowie!).
Pozdrawiam Was serdecznie, drogie KOBIETY! Siła jest w nas! Dlatego nigdy w siebie nie wątpmy i nikomu nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy słabą płcią! No way! :D
Gratulacje!!! Buziaki dla dumnego starszego brata-Michaś pokazuj bratu świat ten kolorowy...
OdpowiedzUsuńDziękujemy! Dziedzic - póki co - zafascynowany Okruszkiem! :D :)
Usuń