sobota, 28 stycznia 2017

Słaba płeć? Phi!

Wiecie? To jest post, o którym myślałam kilka dobrych dni... 
I jestem przekonana, że rację przyzna mi KAŻDA kobieta, która to przeczyta. 
Mam nadzieję, że znajdą się również mężczyźni, którzy się ze mną zgodzą.

Otóż - drogie KOBIETY: ten, kto powiedział, że z nas słaba płeć, ten nie wiedział co gada!

Każda z nas - niezależnie od tego kim jest na codzień: mamą, gospodynią domową, ekspedientką w sklepie czy doktorem nauk medycznych jest KOBIETĄ!!!

A pod tym określeniem kryje się wiele cech SUPERBOHATERA!

To my, KOBIETY - pracujemy zawodowo i jednocześnie strzeżemy domowego ogniska!
To my, KOBIETY - wydajemy na świat Nowe Życie! 
Tak, to piękne - ale żaden mężczyzna - nawet ten najbardziej empatyczny - nie ma pojęcia, ile bólu i wyrzeczeń może nas to kosztować. 

W miniony poniedziałek pojechaliśmy do szpitala. Tym razem - na planowane CC. 
Ze spokojem, bez niepewności, z wiedzą, co mnie czeka i jak mogę się czuć dziś, jutro, pojutrze - cierpliwie czekałam na to, kiedy zostanę zaprowadzona na salę operacyjną. 

Po poprzednich przeżyciach okołoporodowych - tu rozpoczęło się zupełnie inaczej. 
Czułam się trochę niemalże jak w SPA ;)
Żadnego stresu! To znaczy z mojej strony, bo Tutuś na ten przykład zrobił niezłe kilometry drepcząc w tę i z powrotem po sali, w której oczekiwaliśmy na CC ;) 

Dokładnie o 11:05 Okruszek powitał świat donośnym krzykiem :)


Maszyny monitorujące znów oszalały, ja znów roniłam najcenniejsze z łez - łzy szczęścia.  I karkołomnie wykręcałam głowę do tyłu, żeby koniecznie zobaczyć, co robią naszemu nowemu dziecku, jak wygląda - udało mi się nawet policzyć paluszki u nóżek :)

We wtorek, o 05:30 rano po raz pierwszy wstałam z łóżka... 
To nic, że boli, że szwy ciągną, a każde napięcie mięśni brzucha przyprawia o zawroty głowy...
 Zagryzam zęby, zaciskam powieki i siadam, żeby za chwilę wstać i zrobić trzy kroki.
 Tam, niedaleko, w małym szklanym łóżeczku szpitalnym, leży bowiem małe zawiniątko, dla którego już dziś jestem w stanie zrobić milion okupionych bólem malutkich kroczków.
 Najlepszy motywator!
 Walczę z bólem żeber, teraz - z bólem pleców po wkłuciu znieczulającym. 
Ale to nic, to minie - a wielkie szczęście z nami zostanie :)


Widać tak już jest świat urządzony, że to, co najcenniejsze często okupione jest trudem, bólem i łzami :)

Każdego dnia jest lepiej. Od samego początku chodzę w pozycji wyprostowanej - jak na Homo Sapiens przystało ;) Po pierwszym CC chodziłam zgięta wpół... Ale jakie to ma dziś znaczenie? Wówczas też miało niewielkie - najważniejsza była sucha pielucha i pełen brzuszek Dziedzica :)

Od czwartku jesteśmy w domu. Uczymy się życia w powiększonym składzie :) 
Odliczam dni do chwili, kiedy będę mogła położyć się na brzuchu - wczoraj po raz pierwszy od CC przespałam noc - CAŁĄ!!! - na lewym boku! :) Niby nic - a jednak sukces! ;)


Kochane Kobiety! 
Jesteśmy MOCARKAMI!!! Dajemy radę WSZYSTKIEMU!!!
Jesteśmy w stanie znieść tak wiele, że zupełnie nie rozumiem, czemu filmowi bohaterowie to głównie mężczyźni (z całą sympatią do Was - Drodzy Panowie!).

Pozdrawiam Was serdecznie, drogie KOBIETY! Siła jest w nas! Dlatego nigdy w siebie nie wątpmy i nikomu nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy słabą płcią! No way! :D

2 komentarze:

  1. Gratulacje!!! Buziaki dla dumnego starszego brata-Michaś pokazuj bratu świat ten kolorowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Dziedzic - póki co - zafascynowany Okruszkiem! :D :)

      Usuń