Ufff... Zdążyłam na czas, choć byłam pełna obaw, czy plan się uda :)
Tak to jest, gdy coś zostawia się na ostatnią chwilę...
Cóż... nie żebym tylko ja była taka opieszała - Tutuś też się nie kwapił, żeby rolki po streczu poprzecinać mi na trzy części (każdą) ;) Co ja się musiałam dziury w brzuchu nawiercić - to moje! ;)
Ale - jak się okazało - zrobienie Kalendarza z rolek nie jest aż tak bardzo czasołochłonne - zajęło mi to w sumie raptem kilka godzin :)
Pomysł na kalendarz hand made wziął się z ubiegłorocznych doświadczeń. Rok temu po prostu kupiłam w biedrze mały kalendarz, w którym otwierało się okienka i wyjmowało czekoladkę wielkości paznokcia. Ehhh... ciągle zapominaliśmy o tym, że należy robić to codziennie ;)
A jak już Dziedzic się dorwał - no to co to dla niego taka jedna mikro-słodycz? Zjadał kilka za jednym zamachem.
W tym roku postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce! :) Wykorzystując oczywiście to, że mam czas, żeby się tym zająć :) Poszukałam inspiracji w Internecie - no bo gdzie indziej. I... zrodził się plan :)
Najpierw kalendarz miał być wykonany z rolek po papierze toaletowym, które zbierała cała rodzina.
Potem pojawiła się możliwość uzyskania kilku rolek po streczu. Postanowiłam skorzystać z nich, bo... większą średnicę mają, więc mogę w nich więcej zmieścić :) Rolki po papierze toaletowym na pewno się nie zmarnują - mam już na nie nowy pomysł, ale na razie... ciiiii... ;)
Wszystko zostało przygotowane: odpowiednio docięte rolki, numerki od 1 do 24 (Pausia! Dzięki za wydrukowanie! :D ), denka wycięte z brystolu, bibuła do owinięcia rolek i... moja tajna "broń" pistolet do kleju ;)
Najpierw przygotowałam przykrywki i denka. Te drugie - no to już wiecie - wycięte z brystolu. Te pierwsze musiały być dwustronne - tak, żeby można je było odwrócić na drugą stronę na znak, że ten dzień mamy już za sobą. Tutaj skorzystałam z gotowego wzoru cyferek (szablon znalazłam w Internecie), a "plecy" wycięłam z papieru prezentowego. Skleiłam oba elementy, przedziurkowałam każdą cyferkę ozdobnym dziurkaczem i przełożyłam przez otwór sznureczek.
Przed owinięciem tub bibułą - zaopatrzyłam je w numerki. Kładłam na otworze tuby docięte wieczko, przytrzymywałam je palcem, naciągałam porządnie sznurek i przyklejałam go klejem na gorąco do tuby.
Potem owinęłam tuby bibułą. Tutaj użyłam zwykłego kleju do papieru :) 9 tub pokryła bibuła w kolorze brązowym - to pień naszej "choinki" :) Reszta owinięta została w bibułę zieloną :)
Najpierw skleiłam pień, pozwalając klejowi dobrze związać. Następnego dnia miałam kleić zielone elementy, ale - jak wiecie - musiałam odłożyć tę czynność na jeden dzień, bo Dziedzic musiał zostać w domu.
Przy okazji klejenia "korony" drzewka, pojawiły się obawy. Cóż... rolki po papierze toaletowym ważą prawie tyle co nic - te po streczu są dużo cięższe. Bałam się, czy skrajne tuby z najniżej zielonej gałęzi będą się trzymać. Wymyśliłam zatem, że skleję najpierw 5 sztuk tub, które będą stanowiły zieloną podstawę i - zanim je dokleję do "pnia" przewiąże je wstążką. Pomysł chwycił - wszystko pięknie się trzyma :)
Na sam koniec została najprzyjemniejsza część - ozdabianie :)
Wykorzystałam tu małe gwiazdki - takie przyklejane do prezentów - i filcowe ozdoby kupione w biedrze :)
A co kryje w sobie Kalendarz Adwentowy???
Moc atrakcji!
Słodycze, autka Hot Wheels (ups - te muszę dopiero kupić i podrzucić w odpowiednie tuby ;) ), ale przede wszystkim... zadania, które Dziedzic musi zrealizować! :D Tych ostatnich jest najwięcej - Kalendarz będzie angażował Dziedzica w różne kwestie związane ze Świętami: pisanie listu do Świętego Mikołaja, pieczenie i ozdabianie pierniczków, pieczenie kruchych rogalików z różaną marmoladą (mmmm... już czuję ich zapach), wybieranie choinki, ubieranie choinki itd.).
W pracach końcowych nad Kalendarzem pomagała mi pewna urocza Pani M.! Dziękuję, moja Kochana! Dzięki Tobie udało mi się wygrać z czasem: postawić Kalendarz na jego miejscu i sprzątnąć wszelkie poszlaki, które mogły wskazywać, kto kryje się pod kryptonimem "Elfy Świętego Mikołaja" ;)
Po powrocie Dziedzica z przedszkola pokazałam mu kalendarz i powiedziałam, że dziś rano przyniosły go elfy. Szybko odkryliśmy, co kryje za sobą pierwsza cyferka - znalazł się tam list do Dziedzica i Mamba!
Dziedzic cierpliwie czeka, aż odkryjemy wszystkie niespodzianki :) Spodziewa się, że za każdym okienkiem jest jakaś słodycz! Ciekawe, jaką będzie miał minę, gdy znajdzie pierwszy samochodzik lub list z zadaniem do wykonania! :D
P.S. Ten kalendarz ma na pewno jedną olbrzymią zaletę - jest wielokrotnego użytku! W przyszłym roku wystarczy zmienić zadania na nowe, powkładać nowe gifty i... można odliczać od nowa! :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz