Jak przygotować czterolatka-jedynaka na to, że za kilka miesięcy jedynakiem nie będzie?
Nie wiem! :)
Sądzę, że nie ma na to jednej, uniwersalnej "recepty" :)
Każde dziecko jest przecież inne.
Pewne jest jedno - trzeba to zrobić ;)
Dziedzic - tak jak już kiedyś chyba pisałam - długo nie chciał mieć "Blata" lub "Siostly". Mówił, że... ma za mało jedzenia ;) Potem zmienił zdanie - zamarzył mu się "Blat". "Tylto... żeby był lózowy! I miał odonet! I lobił "chlum, chlum"! I nazwiemy go Dzoldz!" :D
W końcu nadszedł ten dzień, kiedy okazało się, że... temat zaczyna być realny. Test pokazał dwie kreski - bladziutkie, ale jednak świadczące o tym, że Dziedzic przestanie być jedynakiem.
Po wielkiej radości nastąpił moment zastanowienia: jak i kiedy powiedzieć o tym Dziedzicowi?
Przeczytałam trochę na ten temat - większość artykułów i rad mówiła o tym, żeby nie mówić o rodzeństwie za wcześnie. Bo kilka miesięcy to dla takiego malucha jak lata świetlne - nie będzie mógł się doczekać.
No tak: mądre publikacje swoje - a życie swoje :)
W końcu zdałam się na intuicję.
Początki ciąży były dla mnie bardzo trudne... musiałam dużo odpoczywać, ciągle chciało mi się spać, do tego dodać należy niekończące się mdłości.
Dziedzic przyglądał mi się uważnie przez kilka dni... Moje zachowanie musiało mu się wydawać dziwne. Na pewno nie było dla niego zrozumiałe. Przyzwyczajony był do innej Musi - aktywnej, wiecznie coś robiącej, żywiołowej i uśmiechniętej... :)
A teraz co? TAKA zmiana?
Któregoś dnia podszedł do mnie, przytulił się i zapytał, czemu nie jeździmy razem na rowerze i czemu nie mogę go podnosić... Spojrzałam na niego i zrozumiałam, że... ON się martwi!
Wzięłam Dziedzica na kolana, mocno przytuliłam, zawołałam Tutusia i powiedziałam, że chcielibyśmy mu o czymś powiedzieć. W ten oto sposób Dziedzic dowiedział się, że będzie miał rodzeństwo. Powiedziałam mu, że Dzidzia mieszka w brzuszku, że jest połączona ze mną taką rurką, przez którą je. Że brzuszek będzie rósł i rósł. I że Dzidzia urodzi się zimą - najpierw będą Święta i odwiedzi nas Mikołaj - a niedługo potem urodzi się brat albo siostra :)
Czekał na siostrę, ale gdy dowiedział się, że jednak będzie brat - wcale nie był rozczarowany :)
Wszystko się Dziedzicowi poukładało :) Wiedział. Zrozumiał. I czeka - wytrwale i cierpliwie. Gdy czasem zapędzę się i chcę go podnieść, mówi "Nie lób tat - że telaz nie możesz, zapomniałaś?" Gdy coś upadnie na podłogę, biegnie do mnie i krzyczy: "Nie schylaj się, że nie możesz!"
Mówi do Okruszka... :) Opowiada mu, czego go będzie uczył :) Czasami go upomina: "Nie top Musi! Ją to boli!" ;) Albo pyta: "W piłtę glasz?" Najczęściej - śpiewa mu piosenki :)
Teraz nasze rozmowy dotyczą tego, jak Okruszek się urodzi.
"- Będę musiała iść na kilka dni do szpitala. A Ty będziesz w domu - z Tutusiem."
"- Ale ja nie chcę! Chcę, żebyś była w domu!"
"- Synku, ale w szpitalu są lekarze i panie pielęgniarki - z nimi będę bezpieczna. A w domu kto mi pomoże?"
Nagle niezadowolona mina ustępuje miejsca zaciekawieniu:
"- Musia? A tam będzie winda? Że jat Tamil leżał w szpitalu to była i ja nią jeździłem. Z Tobą! Pamiętasz?"
"- Nooo... będzie winda..." - odpowiadam zgodnie z prawdą.
"- Otej! To możesz tam poleżeć. Że ja Cię będę z Tutusiem odwiedzał! I będę jeździł windą!"
Grunt, to użyć właściwych argumentów! ;)
i tyle???? a ja już zalałam się łzami...super się czyta
OdpowiedzUsuńNo u nas gładko poszło! :) Pytanie co będzie, jak Okruszek pojawi się na świecie... Przygotowani jesteśmy na falę zazdrości - to pewnie nieuniknione, niezależnie od wieku starszego dziecka. Dziękuję i zapraszam częściej! ;) :)
Usuń