piątek, 18 listopada 2016

Nie mów tego mojemu dziecku!

Dziedzic - przyznać muszę otwarcie - nie należy do dzieci sprawiających kłopoty. Oby tak mu zostało... co najmniej do 26. roku życia ;)

Od samego początku mówimy z Tutusiem, że trafił nam się fajny egzemplarz. W sensie, że Dziedzic :)
Nie, żeby było idealnie - rodzice doskonale wiedzą, że tak to tylko w reklamach i w serialach.
Ale powodów do narzekania nie ma :)

Oboje staramy się pokazać naszemu dziecku świat. Nazywamy nowe rzeczy, opisujemy zjawiska, tłumaczymy dlaczego coś jest tak, a nie inaczej. Odpowiadamy na wszelkie - nawet na te najbardziej odjechane - pytania. Te najtrudniejsze pewnie wciąż dopiero przed nami ;)


Radzimy sobie - tak nam się przynajmniej wydaje... Czasem sytuacja nas zaskakuje, bo nie wszystko przecież da się przewidzieć, ale - RAZEM - dajemy radę podołać wyzwaniom, jakie stawia przed nami wychowywanie dziecka.

Bywa jednak, że spotykamy na swojej drodze osoby, które - zupełnie nie wiem czemu - czują się upoważnione do prawienia naszemu dziecku "prawd objawionych". No dobra! Mogę przymknąć oko na "dobre rady" Babć i Dziadków. Ok - zdzierżę! Na tym moja tolerancja się kończy.


Są takie teksty - oklepane i stare jak świat, które - gdy kierowane są do Dziedzica - działają na mnie jak płachta na byka.  

Sama ich nie stosuję - innym na to nie pozwalam!!!

 A oto i one:

1. "Nie płacz! Chłopaki nie płaczą!"

Noooo, na Boga! A niby czemu nie? Bo co? Bo to oznaka słabości? Dziedzic ma 4 lata!!! Ma prawo okazywać emocje! Płacze, gdy jest mu smutno, gdy za czymś/kimś tęskni, gdy się uderzy i go boli. Nie używa łez do tego, aby coś uzyskać - wie, że na nas to kompletnie nie działa. Jeśli płacz pomoże mu się uspokoić, sprawi, że będzie mu lżej - to czemu ma nie płakać? Nie chcę, żeby wyrósł na chłopca, a potem na mężczyznę, który tłumi w sobie emocje tylko dlatego, że powszechnie uważa się, iż mężczyzna musi być twardzielem z trzydniowym zarostem i ostro zarysowaną szczęką, najlepiej z blizną pod okiem - bo to takie męskie. Nie chcę, żeby emocje narastały w nim i narastały, aż do niekontrolowanego wybuchu... 

2. "Słuchaj mamy, bo inaczej Cię ze sobą zabiorę!"

Tekst, który sprawia, że w mgnieniu oka wzrasta mi ciśnienie, a uszami idzie para! Nie potrzebuję takiego "wsparcia"! Nie zgadzam się na straszenie mojego dziecka! Nie, nie, nie! Nikt nie ma prawa zasiewać w dziecku strachu, że za jego nieodpowiednie zachowanie - mama po prostu pozwoli mu odejść z kimś obcym! I do tego nieodpowiednie często w oczach osoby postronnej! Która np. mija nas w sklepie, a my - akurat - prowadzimy jakieś negocjacje.

3. "Nie dasz rady..."

Być może... Może faktycznie coś mu się nie uda albo nie wyjdzie tak, jakby się chciało! Ale nie zniechęcaj dziecka do działania! Nie wyręczaj go! Może potrzebuje więcej czasu? Może ma inną metodę? Może - zwyczajnie - sam powinien przekonać się, że powinien poprosić o pomoc? Motywuj - nie zniechęcaj! Dawaj wiarę - nie podcinaj skrzydeł! Pochwal, gdy coś się uda. Powiedz, że jesteś dumna/dumny! Daj konstruktywną radę, jeśli uznasz, że coś mogło udać się lepiej. A na koniec - przybij piątkę! :) 

4. "Bądź grzeczny!"

I tu przydałaby się definicja słowa "grzeczny".  Słowa, które czasem - przyznaję - wymyka się i mnie. Ale - co ono oznacza dla Dziedzica? Pewnie tyle co nic, bo... to czysta abstrakcja! Dlatego - zamiast mówić "bądź grzeczny", wolę konkretnie określić zachowanie, które chciałabym uzyskać. Dziedzic płacze? Mówię, żeby się uspokoił, że płacz niczego nie rozwiąże - trzeba porozmawiać. Dziedzic krzyczy? Mówię, żeby poszedł do swojego pokoju, że nie będziemy na siebie krzyczeć. Wracamy do tematy, gdy emocje "się wykrzyczą". Dziedzic skacze po łóżku? Mówię, żeby tego nie robił i tłumaczę dlaczego. Niech wie! Niech ma świadomość DLACZEGO tak nie można. I niech nie traci czasu na interpretację znaczenia słowa "grzeczny".

5. "Ojjj przestań! Przecież nie boli!" vs. "O matko!"

Dwie skrajnie różne, ale jednakowo irytujące reakcje... Albo robienie z "igieł-wideł", albo bagatelizowanie tego, że dziecko np. coś boli... A ja... staram się znaleźć złoty środek... Staram się nie panikować - żeby Dziedzicowi nie udzielił się mój strach. Ale też nie wmawiam mu, że nic się nie stało - gdy widzę, że np. upadek był bolesny. Przytulam, oglądam, uspakajam, pozwalam się wypłakać. Na koniec daję magicznego, leczącego buziaka i... zazwyczaj wszystko "złe" przechodzi jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Z poważniejszymi sytuacjami - dzięki Bogu - rzadko mamy do czynienia. Choć w tym roku raz wylądowaliśmy na SOR-ze z przygryzionym językiem, drugim razem serce zamarło mi w chwili, gdy zauważyłam, że Dziedzic spada ze zjeżdżalni. Mimo, że byłam kilka kroków od niego - nie mogłam zrobić nic, żeby go uchronić przed bolesnym skutkiem... Z dumą przyznać muszę, że... zachowałam zimną krew. Ale ile łez wylałam, gdy Dziedzic smacznie już spał, a ja mogłam przestać tłumić emocje - to wiem tylko ja... i Tutuś...

Reakcja "O matko!" To reakcja mojej Mamy... ;)  Dziedzic to jej oczko w głowie, więc gdy tylko kwęknie słychać babcine "O matko", a zaraz potem tupot stóp - to Babcia pędzi na ratunek... :) Teraz Dziedzic mówi: "To niiiic, Babcia!" Ale gdy był młodszy - reagował na ten nagły zryw - równie nagłym, przeraźliwym płaczem - często zupełnie nieadekwatnym do sytuacji (np. gdy zbił szklankę albo talerzyk). Na szczęście Babcia dała się wyedukować - coraz rzadziej "sieje" panikę ;)

Tych "złotych tekstów" pewnie znalazłoby się jeszcze kilka, ale - póki co - nic więcej nie przychodzi mi  do głowy :)


Wkrótce na świecie pojawi się Okruszek... Zacznie się "sezon" na teksty pod kryptonimem "dobra rada" ;)

Tylko cierpliwość i poczucie humoru będą mogły nas uratować ;)

Pozdrawiam Was weekend'owo! :)


3 komentarze:

  1. ja mam ogromne uczulenie na takie teksty, i zdarza mi się zwracać uwagę ludziom nawet jeśli nie mówią tego do mojej Blani, a potem nachylam się do dziecka i mówię mu 'nie słuchaj, ta pani nie wie co mówi' :) Tomek twierdzi, że kiedyś mi ktoś za to w d... nakopie :)
    tydzień nie zaglądałam i książka mnie tu widzę czeka :))buzial

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie - ja też z tych reagujących... Kiedyś w sklepie nie wytrzymałam, gdy zauważyłam jak babsko ciągnie swojego synka za ucho... Straszne to było... On chciał jej coś pokazać, a ona - zamiast podejść i po prostu spojrzeć na tę rzecz - podeszła i za ucho! Szok! Nawet nie wiem, jak to się stało - w momencie wyrosłam obok niej i wzięłam malucha w obronę... Strasznie mi go było szkoda... :( Do dziś pamiętam jego zapłakaną i ugilaną twarzyczkę... Miał może 2 lata - nie więcej... :/

      Cieszę się, że zaglądasz :) Zamierzam być regularna - choć dziś zapowiada się przerwa w pisaniu ;) Nadrobię jutro! ;) :*

      Usuń
  2. jeśli chodzi o tego typu zachowania ja niestety nie mogę się wypowiadać, wiele rzeczy i sytuacji mnie irytuje, ale biorąc pod uwagę fakt, że dzieci nie mam więc staram się nie wypowiadać :-)


    staram się śledzić w miarę codziennie :-)*

    OdpowiedzUsuń