Mamy taki wieczorny rytuał...
Pewnie Was nie zaskoczę - jestem przekonana, że wieczory innych rodziców tuż przed zaśnięciem ich pociech wyglądają bardzo podobnie :)
Domyślacie się, o co chodzi? Hmmmm?
No tak! Ten rytuał to czytanie bajek na dobranoc :)
W naszej domowej biblioteczce mamy spory wybór książeczek dla dzieci.
Niektóre są kupione niedawno, inne należały wcześniej do dzieci moich sióstr, są też takie, które pamiętają dzieciństwo moje i Tutusia (choć ten wniósł w "posagu" głównie komiksy ;) )
Dziedzic codziennie wybiera sobie bajkę, którą chce usłyszeć przed snem.
Do najbardziej lubianych należy "Królewna Śnieżka", w moim odczuciu doskonale służąca do rozmów na temat tego, że od obcych nie można niczego brać - Śnieżka wzięła jabłko i wiadomo, co było dalej... ;)
Na czasie jest książeczka Astrid Lindgren pod tytułem "Ja też chcę mieć rodzeństwo" - porusza ona nie tylko kwestie dotyczące plusów posiadania brata lub siostry, ale też te mniej przyjemne "akcenty": mamę, która dużo czasu poświęca nowemu członkowi rodziny; płaczące niemowlę; małego rozrabiakę, który zabiera starszakowi zabawki, problem irytacji i zazdrości starszaka. Treść zdecydowanie dedykowana Dziedzicowi, który zaraz będzie tego wszystkiego doświadczał na swojej skórze :)
Oczywiście wzięciem cieszą się wszelkie książeczki, których bohaterami są auta maści wszelakiej. Tutaj prym wiedzie trzymająca w napięciu historia wyścigu Grand Prix, której głównym bohaterem jest Zygzak McQuinn i jego najlepszy przyjaciel, Złomek (zwany przez Dziedzica Ziomkiem ;) ).
Ostatnio ze sterty książek Dziedzic wybrał takie, co do których mam wątpliwości, czy w ogóle powinnam mu je czytać. Pierwsza z nich to zbiór baśni... No kurcze - już same ilustracje mogą być dla dziecka przerażające, skoro nawet ja z niesmakiem na nie patrzę...
Wpadła
w nasze łapki również książeczka pod tytułem "Bajki o wesołych pojazdach" - taki zbiór
krótkich opowiadań o różnego typu pojazdach: od aut po... rakiety. Tylko
tytuł mylący - bo spis treści skupia się raczej na tych "złych" cechach
bohaterów ;) Jest "Zarozumiały autobus" i "Zazdrosny kabriolet", i "Nieuczciwa taksówka", nie ma za to jakiejś pouczającej pointy... :/ Ale ilustracje są ładne, kolorowe ;)
Największy problem mam z... baśniami... Kto z nas się na nich nie wychowywał? Będąc dzieckiem na pamięć znałam "Jasia i Małgosię", "Dziewczynkę z zapałkami", "Czerwonego Kapturka"... Wtedy nie wydawały mi się straszne - z tego też powodu zastanawiam się, czy czasami trochę nie przesadzam... A może treść tych baśni była mi przedstawiana w mniej drastyczny sposób? Może celowo omijane były (lub przeinaczane) te trudne tematy? Ciągle zapominam o to zapytać moich rodziców.
No bo tak - w "Czerwonym Kapturku" dzielny leśniczy NA ŻYWCA! rozcina brzuch śpiącemu wilkowi, wyciąga z niego - całe i zdrowe - Babcię i Kapturka, po czym zaszywa kamienie! I czeka, aż wilk skona w męczarniach, po czym... obdziera go ze skóry... No straszne! :/
Królewna wędruje wraz ze swą służącą daleko, daleko - na dwór młodego królewicza, który ma ją pojąć za żonę... Na skutek różnych okoliczności, które pominę, królewna i służąca zamieniają się rolami. Żeby królewicz nie dowiedział się, jaka jest prawda, służąca podająca się za księżniczkę każe ściąć ukochanego, gadającego ludzkim głosem konia prawdziwej królewny, a jego łeb... powiesić u bram królestwa... No straszne to - zwłaszcza, że głowa martwego konia nadal... gada! Ilustracja do tej baśni nie pozostawia nic wyobraźni - jest po prostu... makabryczna...
W ten oto sposób "Najpiękniejsze baśnie braci Grimm"... powędrowały do pudła na strychu... Naprawdę nie mam ochoty po nie sięgać... :/
"Branie" mają też te mniej standardowe książeczki :)
Nasze tegoroczne odkrycie to książka z latarką "Ukryj i znajdź" - Dziedzic spędza nad nią naprawdę długie... minuty (o godzinach można pomarzyć ;) ), a i my sami z przyjemnością ją odkrywaliśmy zaraz po zakupie ;) Moje wprawne oko dopatrzyło się niestety kilku błędów ortograficznych w treści, np. "nietoperz" przez "ż", ale ja pod tym względem czepialska jestem, więc nie chciałabym nikogo zniechęcać ;)
Druga książka, która okazała się hitem to "Moje pierwsze odkrycia".
Tekstu pisanego - jak na lekarstwo. Ale kolorowych obrazków - całe mnóstwo! Tworzymy do nich takie historie, że ho ho! A przy okazji Dziedzic poznał kolory, kształty i... nadal ćwiczy liczenie :)
Ponadto po książce można pisać zmywalnym flamastrem - bez żadnych konsekwencji ;) Potem wystarczy przetrzeć stronę miękką, suchą szmatką - i jest jak nowa :)
W najbliższym czasie planuję zakup książek z cyklu "... Na ulicy Czereśniowej". Są to obrazkowe książki, na stronach których wiele się dzieje :) Można trenować oko i zadawać dziecku zagadki "Gdzie jest pies?" Można ćwiczyć liczenie "Ile kotów widzisz?" I oczywiście można puszczać wodze wyobraźni tworząc historie opisujące konkretne ilustracje :)
Do tej pory z serii ukazały się książeczki dotyczące 4 pór roku, nocy oraz... wielkiego gotowania.
Ja... zacznę chyba od tej ostatniej ;) Intuicja podpowiada mi, że może ona przypaść do gustu Dziedzicowi ;)
Tekstu pisanego - jak na lekarstwo. Ale kolorowych obrazków - całe mnóstwo! Tworzymy do nich takie historie, że ho ho! A przy okazji Dziedzic poznał kolory, kształty i... nadal ćwiczy liczenie :)
Ponadto po książce można pisać zmywalnym flamastrem - bez żadnych konsekwencji ;) Potem wystarczy przetrzeć stronę miękką, suchą szmatką - i jest jak nowa :)
W najbliższym czasie planuję zakup książek z cyklu "... Na ulicy Czereśniowej". Są to obrazkowe książki, na stronach których wiele się dzieje :) Można trenować oko i zadawać dziecku zagadki "Gdzie jest pies?" Można ćwiczyć liczenie "Ile kotów widzisz?" I oczywiście można puszczać wodze wyobraźni tworząc historie opisujące konkretne ilustracje :)
Do tej pory z serii ukazały się książeczki dotyczące 4 pór roku, nocy oraz... wielkiego gotowania.
Ja... zacznę chyba od tej ostatniej ;) Intuicja podpowiada mi, że może ona przypaść do gustu Dziedzicowi ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz