Gdy ktoś mi mówi, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje - mówię, że widocznie jestem wyjątkiem od reguły ;)
Bo wiem, że istnieje - inaczej być nie może, skoro moja przyjaźń z Panem M. trwa już naście lat :)
On był świadkiem na naszym ślubie, ja - świadkową na Ich.
Ich... bo los sprawił, że Pan M. pojął za żonę Panią R., a ja - w pakiecie - zyskałam Przyjaciółkę! :)
I choć widzimy się "tylko" kilka razy w roku, bo dzielą nas setki kilometrów, to jesteśmy na bieżąco, wiemy co się u nas dzieje, możemy na siebie liczyć :)
"Bo w prawdziwej przyjaźni nie chodzi o to, aby być nierozłącznym, ale o to, aby rozłąka nic nie zmieniła."
Wspólnie mnożymy radości i dzielimy smutki :)
Wczoraj - dość spontanicznie - zaprosiłam Tych Dwoje na mini-sesję zdjęciową.
W ciągu kilkunastu minut, tuż za naszym płotem - powstały zdjęcia.
Tak wyjątkowe, jak oni :)
Jak widać jesień - pomimo chłodu i kaprysów - może być piękna, gdy ogrzewa się uczuciem... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz