Dwa tygodnie w pełnym składzie mamy za sobą.
W sumie - to dwa tygodnie minęły wczoraj - bo w czwartek właśnie pojawiliśmy się z Okruszkiem w domu i tu zaczęła się dopiero nasza codzienność.
Wtedy nie powiedziałabym, że w kolejny czwartek dam radę SAMA posprzątać dom!
A jednak! :)
A jednak! :)
Przecież nikt nie umie, tak jak ja... (no dobra... Tutuś trochę pomagał... ;))
To defekt po mojej Mamie... niestety ;)
To defekt po mojej Mamie... niestety ;)
Generalnie mam wrażenie, że rekonwalescencja po drugim CC przebiega jakoś łagodniej (mimo wszystko) i szybciej ;) A może nie ma czasu na biadolenie, bo ma się w domu nie tylko noworodka, ale i pełnego energii przedszkolaka? W każdym razie - po pierwszym CC było zdecydowanie trudniej i boleśniej...
Dziś o CC właśnie będzie. A raczej o tym, że czasem nie rozumiem kobiet...
No tak, tak - wiem, że paskudzę do własnego gniazda.
Ale tak jest - i już!
No tak, tak - wiem, że paskudzę do własnego gniazda.
Ale tak jest - i już!
Ostatnio miałam czas, żeby poczytać internety... Często zaglądałam na strony związane z macierzyństwem, opieką nad noworodkiem itp. Ot - wąskie pasmo zainteresowań ;) Nie na darmo moja ś.p. promotorka mawiała, że w ciąży kobieta nie myśli ;) Jak mnie to wtedy oburzało! :D
Ale do brzegu!
Wiecie co? Nie pojmuję, jak jedna kobieta może "jechać" drugiej kobiecie, bo ta nie zdecydowała się rodzić naturalnie i wybrała (bądź sytuacja na niej wybór wymogła) CC!
Wiecie co? Nie pojmuję, jak jedna kobieta może "jechać" drugiej kobiecie, bo ta nie zdecydowała się rodzić naturalnie i wybrała (bądź sytuacja na niej wybór wymogła) CC!
Każda z nas jest inna.
Różnimy się wzrostem, kolorem oczu i włosów, sylwetką...
Różnią nas poglądy.
Dokonujemy różnych wyborów.
Mamy inne progi bólowe.
Co innego nas cieszy, a co innego paraliżuje ze strachu.
Mamy inne progi bólowe.
Co innego nas cieszy, a co innego paraliżuje ze strachu.
Ale czy to, że jedna z nas jest taka, a druga zupełnie inna, upoważnia nas do krytykowania?
W Internecie toczą się zażarte dyskusje na temat wyższości porodu siłami natury nad porodem zabiegowym, potocznie zwanym "cesarką".
Wiele kobiet uważa - i chętnie się tym zdaniem dzieli - że najlepszy dla dziecka jest poród naturalny.
Owszem, zgodzę się. Jest najlepszy. Pod warunkiem, że jego przebieg jest sprawny i nie zagraża zdrowiu oraz życiu dziecka i matki.
Za pierwszym razem byłam pewna, że urodzę naturalnie. Pewność pękła jak bańka mydlana w chwili, gdy okazało się, że Dziedzic traci tętno. W jednej sekundzie wszelkie moje chcenia i plany nie miały już znaczenia. Priorytetem stało się tylko jedno - żeby lekarz jak najszybciej pomógł mojemu dziecku przyjść na świat - całemu i zdrowemu!
Teraz - uczeni doświadczeniem - chcieliśmy wykluczyć ryzyko powtórki sprzed czterech lat. Do końca nie byłam pewna, czy dobrze robimy. Miałam mnóstwo wątpliwości: może powinnam poczekać? Może tym razem się uda?
Czym bliżej rozwiązania - tym częściej o tym myślałam. W końcu - wraz z lekarzem, który ocenił, że mój organizm w ogóle nie czai bazy, że za chwilę ma rodzić - zdecydowaliśmy o CC.
Trochę dziwne było dla mnie to, że na półtora tygodnia wcześniej wiedziałam, którego dnia na świecie pojawi się Okruszek.
Ale takie zaplanowane CC ma też swoje plusy - zadbałam o wszystko w domu, tak, żeby moja nieobecność nie dała się we znaki Dziedzicowi.
No i nie ma loterii na jakiego lekarza trafisz na porodówce - jechałam pewna, że Okruszka będzie witać na świecie ten sam człowiek, który przez 9 miesięcy regularnie go podglądał za pomocą ultrasonografu ;)
No dooobra - te wyżej, to są plusiki.
Największym plusem było to, że nie musiałam przeżywać stresu związanego z obawami o moje nowe dziecko. Nie naraziłam Okruszka na ryzyko. Nie musiałam nerwowo dopytywać o pierwszy krzyk - pierwsze dźwięki usłyszałam bardzo, bardzo szybko.
Ale takie zaplanowane CC ma też swoje plusy - zadbałam o wszystko w domu, tak, żeby moja nieobecność nie dała się we znaki Dziedzicowi.
No i nie ma loterii na jakiego lekarza trafisz na porodówce - jechałam pewna, że Okruszka będzie witać na świecie ten sam człowiek, który przez 9 miesięcy regularnie go podglądał za pomocą ultrasonografu ;)
No dooobra - te wyżej, to są plusiki.
Największym plusem było to, że nie musiałam przeżywać stresu związanego z obawami o moje nowe dziecko. Nie naraziłam Okruszka na ryzyko. Nie musiałam nerwowo dopytywać o pierwszy krzyk - pierwsze dźwięki usłyszałam bardzo, bardzo szybko.
Drogie Kobiety! Apeluję do Was! Nie bądźmy dla siebie niemiłe i okrutne! Nie licytujmy się! Nie wywołujmy kompleksów! Każda z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Czy naprawdę to, w jaki sposób dziecko pojawiło się na świecie, decyduje o tym, że jedne z nas są lepszymi, a drugie gorszymi matkami? Nie! Bo cała "zabawa" zaczyna się potem! A i wtedy nie powinno się nas oceniać w tej roli...
Najważniejsze to kochać - do utraty tchu, bezwarunkowo!
Mieć czas dla dzieci - umieć odłożyć laptop czy telefon po to, żeby na przykład móc malować palcami umaczanymi w farbie po kartonie!
Najważniejsze to wychować dziecko najlepiej, jak się potrafi - wprowadzając go w dorosłość z poczuciem dobrze wykonanej misji.
...świat za dużo widział dzieci , którym to wszystko, co naprawdę ważne, nie było dane...
Najważniejsze to kochać - do utraty tchu, bezwarunkowo!
Mieć czas dla dzieci - umieć odłożyć laptop czy telefon po to, żeby na przykład móc malować palcami umaczanymi w farbie po kartonie!
Najważniejsze to wychować dziecko najlepiej, jak się potrafi - wprowadzając go w dorosłość z poczuciem dobrze wykonanej misji.
...świat za dużo widział dzieci , którym to wszystko, co naprawdę ważne, nie było dane...
nie wiem skąd w ludziach ta ciągła skłonność do oceniania wyborów innych...
OdpowiedzUsuńczytałam kiedyś straszny artykuł a pod nim komentarze jak to CC nie jest prawdziwym porodem, jak straszne dramaty przeżywają kobiety, które jedno dziecko mają urodzone a drugie nie... nie wiedziałam czy mam się z tego śmiać czy nad tym płakać...teraz już nie czytam takich głupot, bo życie jest zbyt krótkie :) jeśli ludzie mają chęć robić takie dramaty zamiast zająć się prawdziwym życiem to ich wybór!
zdjęcie ze szpitala cudne! wzrusza mnie ta maleńkość :)