Tęsknota...
Jedno z uczuć... które jest trudno jednoznacznie określić...
Można się w jakimś sensie do niej przyzwyczaić. Można ją nawet polubić - zwłaszcza wtedy, gdy wiemy, że ma ona swój kres...
Słowo "tęsknię" pojawia się u nas ostatnio bardzo często.
Każde z nas tęskni za czymś innym...
Ja na przykład tęsknię obecnie za rzeczami przyziemnymi ;)
Za snem...
Chciałabym - tak jak kilka miesięcy temu - przyłożyć głowę do poduszki i obudzić się dopiero rano. Zdziwiona, że to już ;)
Bezsenność jest mega męcząca... Dziewiąty miesiąc ciąży dokucza, jak nie wiem... Najpierw przez "x" czasu próbuję ułożyć się wygodnie, a gdy już mi się to uda (a przynajmniej przez chwilę mam wrażenie osiągnięcia sukcesu) pęcherz przekonuje, że "natentychmiast" muszę do łazienki ;) I walka zaczyna się od początku :)
Tęsknię na spaniem na brzuchu...
I tak sobie myślę, że za jakieś 6-8 tygodni będzie to nawet możliwe :D
Tęsknię za samodzielnością i brakiem zależności od innych :)
Założenie skarpetek albo zapięcie kozaków jest dla mnie obecnie niczym wejście na Kilimandżaro! ;) A przede mną pozostały jakieś 3-4 tygodnie - więc będzie jeszcze trudniej... :)
Za wiosną jeszcze tęsknię...
- jak zwykle o tej porze roku ;) Taką pełną słońca, z ciepłymi dniami, zielenią młodej trawy i liści, z zapachem wilgotnej ziemi... Z kwitnącymi sadami...
I za smakiem piwa z sokiem malinowym ;)
Tutuś rzadko mówi o swoich tęsknotach - wiecie, pewnie dlatego, że to w jego przekonaniu niemęskie ;)
Ale ostatnio powiedział, że marzy mu się taki jeden późny, letni wieczór. Gdy dzieci pójdą już spać, a my będziemy mogli we dwoje usiąść na tarasie i po prostu popatrzeć w gwieździste niebo... :)
Hmmm... Lubię to! ;) Ciekawe, czy w przyszłym roku uda nam się to wcielić w życie ;)
Najwięcej tęsknot i tęsknotek ma obecnie Dziedzic. Gdy jest w przedszkolu - tęskni za nami. Gdy jest z nami - tęskni za przedszkolem i kolegami... Tęsknota za nami przybrała olbrzymie rozmiary - do tego stopnia, że Dziedzic płakał w przedszkolu. Łzy zdarzały mu się na samym początku edukacji przedszkolnej - raptem przez dwa dni...
Wtedy to było dla nas naturalne i szybko przeszło. Teraz - problem powrócił... Pewnie ma to związek z tym, że pół listopada i większą część grudnia Dziedzic siedział w domu - bo ciągle coś: katar, kaszel, wymioty itp. ... Zaczęliśmy się przejmować sytuacją. Nasze zatroskane miny to jednak nie było nic dobrego. Dziedzic tęsknił bardziej i bardziej - już wieczorem, w półśnie mówił, że jutro będzie tęsknił i płakał... Dopiero po rozmowie z nauczycielką olśniło nas, że trzeba zmienić strategię. Wszystko wskazywało bowiem na to, że Dziedzic dostrzegł emocje - i to, jak można je wykorzystywać. A my - wpadliśmy w tę pułapkę :)
Zmieniliśmy swoje podejście. Gdy mówi, że będzie tęsknił i płakał - my odpowiadamy, że w tęsknocie nie ma nic złego, że my też tęsknimy za nim w ciągu dnia, ale żadne z nas nie płacze - bo przecież po południu na pewno się spotkamy, spędzimy razem wieczór itd. Dziedzic nie wiedział jak zareagować na te nasze nowe argumenty. Był zdziwiony: gdzie podziały się nasze smutne miny? W końcu - gdy zorientował się, że jego strategia została obalona, stwierdził, że... tęskni za Babcią ;) Wyczuł podatny grunt ;)
Z niecierpliwością Dziedzic oczekuje Okruszka. Ma w tym swój cel... Tęskni za czasami, gdy jeździliśmy razem na rowerze, gdy mogłam go podnosić i podrzucać lub robić "samolot".
Już wkrótce wszystko to będzie możliwe ;)
Można się w jakimś sensie do niej przyzwyczaić. Można ją nawet polubić - zwłaszcza wtedy, gdy wiemy, że ma ona swój kres...
Słowo "tęsknię" pojawia się u nas ostatnio bardzo często.
Każde z nas tęskni za czymś innym...
Ja na przykład tęsknię obecnie za rzeczami przyziemnymi ;)
Za snem...
Chciałabym - tak jak kilka miesięcy temu - przyłożyć głowę do poduszki i obudzić się dopiero rano. Zdziwiona, że to już ;)
Bezsenność jest mega męcząca... Dziewiąty miesiąc ciąży dokucza, jak nie wiem... Najpierw przez "x" czasu próbuję ułożyć się wygodnie, a gdy już mi się to uda (a przynajmniej przez chwilę mam wrażenie osiągnięcia sukcesu) pęcherz przekonuje, że "natentychmiast" muszę do łazienki ;) I walka zaczyna się od początku :)
Tęsknię na spaniem na brzuchu...
I tak sobie myślę, że za jakieś 6-8 tygodni będzie to nawet możliwe :D
Tęsknię za samodzielnością i brakiem zależności od innych :)
Założenie skarpetek albo zapięcie kozaków jest dla mnie obecnie niczym wejście na Kilimandżaro! ;) A przede mną pozostały jakieś 3-4 tygodnie - więc będzie jeszcze trudniej... :)
Za wiosną jeszcze tęsknię...
- jak zwykle o tej porze roku ;) Taką pełną słońca, z ciepłymi dniami, zielenią młodej trawy i liści, z zapachem wilgotnej ziemi... Z kwitnącymi sadami...
I za smakiem piwa z sokiem malinowym ;)
Tutuś rzadko mówi o swoich tęsknotach - wiecie, pewnie dlatego, że to w jego przekonaniu niemęskie ;)
Ale ostatnio powiedział, że marzy mu się taki jeden późny, letni wieczór. Gdy dzieci pójdą już spać, a my będziemy mogli we dwoje usiąść na tarasie i po prostu popatrzeć w gwieździste niebo... :)
Hmmm... Lubię to! ;) Ciekawe, czy w przyszłym roku uda nam się to wcielić w życie ;)
Najwięcej tęsknot i tęsknotek ma obecnie Dziedzic. Gdy jest w przedszkolu - tęskni za nami. Gdy jest z nami - tęskni za przedszkolem i kolegami... Tęsknota za nami przybrała olbrzymie rozmiary - do tego stopnia, że Dziedzic płakał w przedszkolu. Łzy zdarzały mu się na samym początku edukacji przedszkolnej - raptem przez dwa dni...
Wtedy to było dla nas naturalne i szybko przeszło. Teraz - problem powrócił... Pewnie ma to związek z tym, że pół listopada i większą część grudnia Dziedzic siedział w domu - bo ciągle coś: katar, kaszel, wymioty itp. ... Zaczęliśmy się przejmować sytuacją. Nasze zatroskane miny to jednak nie było nic dobrego. Dziedzic tęsknił bardziej i bardziej - już wieczorem, w półśnie mówił, że jutro będzie tęsknił i płakał... Dopiero po rozmowie z nauczycielką olśniło nas, że trzeba zmienić strategię. Wszystko wskazywało bowiem na to, że Dziedzic dostrzegł emocje - i to, jak można je wykorzystywać. A my - wpadliśmy w tę pułapkę :)
Zmieniliśmy swoje podejście. Gdy mówi, że będzie tęsknił i płakał - my odpowiadamy, że w tęsknocie nie ma nic złego, że my też tęsknimy za nim w ciągu dnia, ale żadne z nas nie płacze - bo przecież po południu na pewno się spotkamy, spędzimy razem wieczór itd. Dziedzic nie wiedział jak zareagować na te nasze nowe argumenty. Był zdziwiony: gdzie podziały się nasze smutne miny? W końcu - gdy zorientował się, że jego strategia została obalona, stwierdził, że... tęskni za Babcią ;) Wyczuł podatny grunt ;)
Z niecierpliwością Dziedzic oczekuje Okruszka. Ma w tym swój cel... Tęskni za czasami, gdy jeździliśmy razem na rowerze, gdy mogłam go podnosić i podrzucać lub robić "samolot".
Już wkrótce wszystko to będzie możliwe ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz