Chętnie podzielę się z Wami przepisami na świąteczny kompot z suszu i na ciasto herbatnikowe - bez pieczenia! :D
Ale to zaraz :)
Jak tam, Kobietki? Pewnie u Was podobnie jak u mnie - pełne ręce roboty! :)
Biegany (a raczej "turlany" ;)) dzień dziś miałam. Ostatnie zakupy zrobione - jutro czeka nas wyprawa po najpiękniejszą choinkę. I po koszulę dla Tutusia... Wiecie jak to jest - pytany, czy ma się w co ubrać niezmiennie odpowiada, że owszem! Że niczego nie potrzebuje! Aż tu nagle! Bang! Pusta szafa! ;) I tak za każdym razem - aż dziw, że wciąż się daję na to nabierać! ;)
I nawet u fryzjera dziś byłam! Ruda jestem, że hej! ;)
Sama się sobie dziwię, jak to się stało, że rozgościłam się wieczorem w kuchni - powinnam zrobić to dopiero jutro! :) Po jakichś 45 minutach zaczęłam tego kroku żałować, bo kręgosłup przypomniał bólem, iż dźwiga nadprogramowe 10 kg - ale skoro wszystko było już w toku - to dokończyłam, co rozbabrałam :)
Od czterech lat hitem naszych Świąt Bożego Narodzenia jest kompot z suszu. Generalnie nigdy za nim nie przepadałam - aż do czasu, gdy znalazłam przepis idealny! :) I mamy hit! :D
Dzielę się przepisem - może ktoś z Was jeszcze skorzysta?
Wystarczy: 20 dag suszonych śliwek, po 10 dag suszonych moreli, jabłek i fig, 5 dag suszonych gruszek, niewielki korzeń imbiru, 1 pomarańcza, 1 cytryna, kardamon, cynamon, goździki i miód - wg uznania. Dla chętnych - można jeszcze dodać cukier waniliowy.
Wykonanie: susz przepłukać pod bieżącą wodą, wrzucić do garnka, zalać wodą i poczekać aż owoce spęcznieją (czyli jakieś 2-3 godziny). Pomarańczę, cytrynę i imbir pokroić w plastry - dodać do suszu. Dopełnić garnek wodą i gotować. Wsypać przyprawy. Gotować aż do wrzenia - uważając, aby owoce się nie rozpadły. Na sam koniec - posłodzić kompot miodem.
Uprzedzam lojalnie - zapach jest obłędny, a kompot znika w "okamgnieniu" - jest przepyszny zarówno w wersji na gorąco - jak i schłodzony. Zawsze gotuję dwa gary - największe, jakie posiadam :) Mimo to w drugi dzień Świąt jego smak jest tylko miłym wspomnieniem - wtedy nie ma już nawet kropli ;) Aha! Tak wyśmienicie smakuje tylko w Święta - taka magia! ;)
W międzyczasie wyczarowałam glazurę do oblania pierników :D Tak, tak - elfy chciały zdobić je lukrem, ale przekonałam je, że czekoladowa glazura + cukrowe posypki to lepszy pomysł ;) Głównie dlatego, że Dziedzic miał łatwiej się z nimi obchodzić.
Pierniczki zdecydowanie zyskały na wyglądzie :) I na smaku! :D
No i ciasto! Zabrałam się za ciasto! :D Podstawa już jest - jutro tylko ubiję śmietanę z serkiem mascarpone i posypię wierzch płatkami migdałów! :)
I teraz ciekawostka! Z przepisu na to ciasto korzystałam już kilka razy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dziś okazało się, że...jest w nim mowa o budyniu! W każdym razie - tu znajdziecie przepis oryginalny: http://www.ewawachowicz.pl/przepisy,96.html
Ja - nie wiedzieć czemu - pomijam budyń, ale ciasto i tak jest przepyszne! Można jeść, jeść i jeść! :) Do tego mega-szybko się je robi :)
Niedawno zaległam na kanapie - relaksuję się pisząc post i popijając herbatkę z dzikiej róży i hibiskusa :)
Dziedzic odpoczywa słuchając muzyki :)
Nie przepracowujcie się zbytnio! :)
Do poczytania wkrótce! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz