Cały nasz tydzień wypełniony jest po brzegi różnymi obowiązkami.
Dziedzic chodzi do przedszkola, gdzie codziennie czekają na niego nowe atrakcje i wyzwania. Do domu wraca z uśmiechem na ustach i... taką energią, jakby go ktoś zasilał bateriami Duracell ;) Popołudniami mamy więc co robić: czytamy książeczki, rysujemy statki i lokomotywy (to obecnie nasze motywy przewodnie ;) ), gramy w Memory lub Piotrusia, uczymy się literek (z nieskrywaną dumą - jak na filologa rodzimego języka przystało - muszę przyznać, że obecnie to już raczej nie nauka, a utrwalanie wiedzy), czasem obejrzymy jakąś bajkę :)
Tutuś - wiadomo - codziennie pracuje, często również po powrocie do domu.
A ja... teraz staram się dużo odpoczywać, choć z moją rogatą duszą i iście włoskim temperamentem przychodzi mi to z trudem :)
Kiedy Dziedzica i Tutusia nie ma w domu - ogarniam domową przestrzeń. My, kobiety, wiemy chyba najlepiej, że tu zawsze znajdzie się coś do roboty ;)
Lubię tę krzątaninę :) Defekt taki posiadam, że... sprzątanie mnie odpręża :)
Czerpię ogromną przyjemność z tego, gdy po ogarnięciu bałaganu mogę sobie bez wyrzutów sumienia usiąść wygodnie na kanapie... Obok najczęściej śpi - cichutko od czasu do czasu pomrukując - Moko.
To jest taka chwila, gdy - zanim otworzę książkę, którą akurat czytam i zanim obejmę dłońmi kubek z gorącą herbatą i wkitram się pod kocyk - omiotę spojrzeniem wszystko, co mam w zasięgu wzroku, żeby stwierdzić, że dobrze mi tu. Bardzo! :)
Uwielbiam też gotować... Choć nie! To chyba za dużo powiedziane! Uwielbiam, gdy to co ugotuję lub upiekę wywołuje uśmiech podniebnej rozkoszy (istnieje coś takiego??? ;) ) na twarzach domowników lub gości :) Wtedy gotowanie ma sens :)
Weekendy też są pracowite - każdy ma coś do zrobienia. Coś, na co w tygodniu zwykle czasu nie ma. Tutuś remontuje poddasze, ja z Dziedzicem, np. budujemy "bazę" z koców i poduszek, układamy puzzle, wspólnie przygotowujemy jakieś "specjalne" danie, np. domową pizzę :)
I w końcu nadchodzi TEN czas - niedziela wieczór.
Jest 20:00. Obok mnie nie śpi Moko - śpi Dziedzic. Przykryty czerwonym kocykiem, przytulony do hitu ostatnich dni - ciepłego termoforu "ubranego" w szary sweterek... ;) Ten tak się Dziedzicowi spodobał, że w odstawkę poszła ukochana od zawsze maskotka - Pan Sowa :)
Na moich kolanach zalega laptop - powstaje kolejny post...
Grzejemy się w blasku świec, które rozświetliły nasz salon. Lubię ten czas :) Lubię ten stan :)
Cisza , spokój, wytchnienie... Relaks... Przez duże "R".
Od jutra znów bieg... ;) Ale teraz... nabieramy przed nim sił :)
Dobrej nocy, Kochani! :)
sama wypoczywam przy tych Twoich wpisach :-)
OdpowiedzUsuńSuper! Bardzo się cieszę! :) :*
Usuń