sobota, 12 listopada 2016

Zatrzymać czas... :) Moja pasja! :)

Każdy z nas ma chyba jakieś zainteresowania, pasje... 
Ja też! :)

Jest wiele rzeczy, które lubię robić i które pozwalają mi się zrelaksować.
Jedną z nich jest... fotografia :)

Do profesjonalizmu wciąż mi daleko, ale patrzenie na świat z perspektywy obiektywu, możliwość zatrzymywania ulotnych chwil w kadrze daje mi niezwykłą wprost satysfakcję :)

Najładniejsze zdjęcia wywołuję i pieczołowicie układam w albumach - oglądanie fotografii na ekranie nie sprawia mi takiej przyjemności, jak wtedy, gdy mogę przewracać karty albumu i zatrzymywać się na dłużej przy tym zdjęciu, które mnie akurat zainteresuje. Taka fanaberia! ;)

Nasze rodzinne albumy pękają w szwach. Tutuś śmieje się ze mnie, że Dziedzic ma dopiero 4 lata i tyle zdjęć, że można by nimi obdzielić kilkanaście dorosłych osób ;)

Coś w tym jest :)

Z aparatem fotograficznym praktycznie się nie rozstaję - najczęściej mam go w torbie :)
Nigdy nie wiadomo, czy nie wydarzy się coś, co warte będzie zapisania w kadrze ;)
Choć sprzęt ma już swoje lata - to rozumiem się z nim bez słów ;) 
Coraz częściej myślę jednak o tym, aby zainwestować w nowy aparat - wtedy to chyba będę z nim nawet spać ;)

Pewnie nikogo nie zaskoczę, gdy napiszę, że moim najcudowniejszym modelem jest Dziedzic ;)

Uwieczniam na zdjęciach jego codzienność, ale czasami - korzystając z uroków natury - zabieram go w różne miejsca, aby zrobić jakieś fajniejsze zdjęcia :)

Wiosną tego roku wybraliśmy się na poszukiwania kwitnącego sadu :) Zajęło nam to dobre 40 minut, ale w końcu trafiliśmy na TEN właściwy - duuuży, stary, z pięknymi drzewami obsypanymi kwieciem. 

Idealnie! :D


Zrobiłam pierwsze zdjęcie, po czym Dziedzic poważnie obwieścił, że on już więcej nie chce... Nieźle musiałam się wtedy nagimnastykować, żeby zachęcić go do współpracy, ale wysiłek się opłacił :) Wróciłam do domu ze zdjęciami i zadowolonym Dziedzicem, któremu ostatecznie tak się w sadzie spodobało, że nie chciał z niego wracać :)


Potem - z niecierpliwością wypatrywałam sianokosów. Tym razem "polowałam" na okrągłe bele słomy. Jakież było moje zdziwienie, gdy pod koniec sierpnia te pojawiły się tuż obok nas! :D
Nie zwlekając wybraliśmy się z Dziedzicem na spacer - i w ten sposób ustrzeliłam kilka nowych ujęć :)


Pod koniec września koleżanki z pracy doniosły mi uprzejmie, że.. po drodze do firmy zakwitły słoneczniki! Dwa razy nie trzeba było mi powtarzać! :) Na drugi dzień zapakowałam Dziedzica do samochodu - i pojechaliśmy na poszukiwania :) Takiego morza słoneczników nie sposób przeoczyć! Zatrzymaliśmy się na chwilę na poboczu, Dziedzic szybko zanurkował w kwiaty i tak powstały poniższe fotki :)



W tym roku miałam również innych, wyjątkowych modeli :) Ich zdjęcia powstały ze szczególnej okazji - w sierpniu świętowali swoją 10-tą rocznicę ślubu! Wielką przyjemnością było dla mnie wykonać dla nich pamiątkową i prezentową sesję zdjęciową :) Wracam do tych zdjęć z olbrzymim sentymentem - głównie z tego powodu, że znam tę parę od początku jej istnienia :)






W myśl starego powiedzenia, że "szewc w podartych butach chodzi" - najmniej na rodzinnych zdjęciach jest oczywiście mnie ;)

Dlatego dziś spełniliśmy jedno z moich marzeń i... zrealizowaliśmy rodzinną sesję zdjęciową w plenerze! :D

Czekałam na nią dłuuuugo. Bardzo! Ciągle coś stawało na przeszkodzie: a to jakaś choroba, a to termin nie pasował, a to pogoda się popsuła. Potem czekałam, aż ciążowy brzuszek będzie zwyczajnie widać. Aż w końcu dziś nastąpiła wiekopomna chwila! :D

Pogoda przerosła nasze oczekiwania: choć poranek był rześki i mroźny, to słońce i delikatny śnieżek wyczarowały wspaniałą atmosferę :) 
Do pełni szczęścia brakowało tylko tego, aby Dziedzic chciał współpracować - ale akurat dziś musiał wstać lewą nogą i prezentował niezłego focha ;)
  
Przebieram nogami i z niecierpliwością czekam na owoce dzisiejszego spotkania z przemiłą Panią fotograf :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz