piątek, 11 listopada 2016

Kuchnia Dziedzica :)

Zbliża się ten najbardziej magiczny czas w roku - Boże Narodzenie :)
Cóż... mam tak, że nie lubię na ostatnią chwilę kupować przypadkowych prezentów dla bliskich. 
Wybieranie, przebieranie, szukanie sprawia mi ogromną przyjemność - dlatego celebruję te chwile starając się "wyłuskać" coś wyjątkowego, co da mi pewność, że obdarowana osoba będzie naprawdę zadowolona :)

Czasami robię coś sama - tak było dwa lata temu, kiedy Dziedzic dostał od Świętego Mikołaja własną kuchnię :)

Pomysł na prezent zrodził się z prozaicznej przyczyny - powodowała go troska o moje garnki, które kilka razy dziennie były przez Dziedzica wyciągane z szafki i użytkowane. Wiele z nich zostało obtłuczonych. Zamarzyłam o kupnie nowego kompletu, ale musiałam znaleźć jakiś sposób, aby ten nie był obiektem zainteresowania Syna :)

"Kuchnia!" - pomyślałam - "Dziedzic potrzebuje własnej kuchni! Wtedy moje garnki będą bezpieczne!"

Przejrzałam w Internecie mnóstwo ofert dotyczących kuchni dla dzieci. 
Te przystępne cenowo - nie spełniały moich oczekiwań odnośnie wyglądu, wielkości i... trwałości. 
Te, które wpadły mi w oko - przekraczały moje możliwości finansowe.

Aż w końcu - zainspirowana kuchniami wykonanymi samodzielnie - postanowiłam zrobić kuchnię dla Dziedzica "temi ręcyma"! ;)

Początkowo Tutuś nie chciał słyszeć o moim pomyśle. 
Poszedł w stereotypowe myślenie: "Kuchnia ma być prezentem dla chłopca? No jak to???"

Ugiął się w końcu pod siłą moich argumentów, że "moje garnki trzeba ratować",  że "najlepsi kucharze na świecie to mężczyźni" i ostatecznie dzielnie pomagał mi w trudniejszych pracach :)

Najpierw powstał "projekt" - nazwa szumna, bo tak naprawdę był to zwykły szkic wykonany ołówkiem na małej kartce ;)


Potem - rozpoczęło się szukanie odpowiednich - czyli starych i nikomu niepotrzebnych już mebli. W końcu znalazłam właściwe - dolną szafkę ze starego regału wygrzebałam na strychu u mojej Siostry, półkę kupiłam za grosze na OLX :)

Oba meble zostały potraktowane szlifierką/papierem ściernym, odkurzone z pyłu, odtłuszczone, pomalowane farbą akrylową, ozdobione techniką Decoupage i polakierowane :)


Tutuś - za pomocą wsporników - przykręcił półkę do regału, wyciął otwór na "zlew", który stanowi metalowa miska, przymocował kran (pozostałość po remoncie u naszych Przyjaciół), wyciął otwór w drzwiach od piekarnika, w którym to zamontował pleksę oraz zamocował drzwi do szafki zmieniając ich położenie tak, żeby otwierały się do dołu - a nie w bok :)


 Piekarnik i płyta kuchenna zostały wyklejone czarną folią samoprzylepną. W piekarniku rozgościła się "kratka" wyjęta ze starej lodówki (docięta na odpowiedni wymiar i przemalowana z białej na srebrną) oraz... światło (okrągła, płaska latarka, mocowana do ścianki na taśmę klejącą, zasilana bateriami AA). Płyta kuchenna otrzymała "palniki" wycięte z filcu oraz pokrętła - zwykłe, czarne uchwyty meblowe :)
Na koniec przykleiłam do kuchni kamyki w kształcie serduszek, powiesiłam zasłonkę, która przesłoniła szafkę i... pomalowałam kuchenną mini-tacę tak, aby pasowała do całości :)



Tuż przed wręczeniem kuchni Dziedzicowi została ona wyposażona w niezbędne akcesoria: garnki, łyżki, zastawę, warzywa i owoce.
Frajdy przy tym całym przedsięwzięciu miałam co niemiara! :)

Do dziś jestem dumna - zarówno z pomysłu, jak i z uzyskanego efektu końcowego. 
Satysfakcję daje mi fakt, że Dziedzic od samego początku jest zafascynowany swoją kuchnią - choć od chwili, gdy ją dostał miną zaraz 2 lata - wciąż gotuje, piecze i serwuje nam i naszym gościom swoje potrawy :)



Największym powodzeniem cieszy się zupa i kasztanowe babeczki ;)
Te poniżej zostały "upieczone" dosłownie przed chwilą: "Uważaj, że są jeszcze golące!" ;)


Dziedzic czasami pożycza coś z mojej kuchni - ale garnki mają się bezpiecznie ;)

Całkiem niedawno usłyszałam też od Tutusia: "Wiesz? Musze przyznać, że ta kuchnia to był świetny pomysł! Dziedzicowi chyba nigdy się nie znudzi."

Mnie też nie! ;)

4 komentarze:

  1. Kuchnia Dziedzica rozkłada na łopatki od pierwszej chwili, kiedy ją zobaczyłam... jest cudowna... z perspektywy codziennie gotującej kobiety może jej atrakcyjność traci nieco na wartości, ale mała Sylwia byłaby kiedyś zachwycona, wiem to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę nieskromna, ale muszę przyznać, że ja też tak uważam! :D ;) W dzieciństwie oddałabym za taką wszystkie lalki! :)

      Usuń
  2. Pamiętam historię TEJ kuchni!!!!! niesamowite, że Dziedzic tak ją pokochał i tyle czasu "z nią" spędza.

    Dziękuję za zaproszenie do grona czytelników :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza - ja chyba intuicyjnie czułam, że kuchnia będzie trafionym prezentem :)

      I to ja dziękuję, że tu jesteś! *

      Usuń