Noc upłynęła nam pod znakiem bolącego dziedzicowego brzuszka... :(
Dziedzic z tego powodu postanowił zasnąć tuż przed 16:00 (normalnie zasypia duuuużo, duuuużo później - jeśli zdarzy mu się w okolicach 21:00 to mamy rodzinne święto ;) ).
Budził się później dwukrotnie - zjadł nawet troszkę rosołu.
Ale to trzecia pobudka - o 01:30 - rozłożyła mnie na łopatki :)
Najpierw usłyszałam prośbę o poczytanie książki. Potem Dziedzic musiał się upewnić, że na pewno kupiłam "wi-o-glona" i czy na pewno takie "zez pestek".
Na szczęście postanowił kontynuować zdrowy sen - za co jestem mu niezmiernie wdzięczna ;)
Ranek przyniósł nowe siły i Dziedzic - radosny jak skowronek - postanowił, że zrealizujemy plan, który dotyczyć miał wczorajszego dnia :) Tempo regeneracji u dzieci wciąż mnie zaskakuje ;)
Plan zakładał kreatywne popołudnie.
Uwielbiamy w ten sposób spędzać wolny czas.
Dziedzic uczy się czegoś nowego - a ja mam powrót do dzieciństwa :)
Za pomocą kilograma mąki i szklanki oliwki dla dzieci (można też użyć zwykłej kuchennej oliwy, ale - ze względu na zapach - "poszliśmy" w tę kosmetyczną) w kilka chwil wyczarowaliśmy...
domowej produkcji piasek kinetyczny! :D
Małe rączki nie miały czasu na nudę :)
Przy okazji poćwiczyliśmy liczenie - Dziedzic dzielnie odmierzył 6 szklanek mąki, potem przelał do szklanki całą zawartość butelki - brakujące "trochę" uzupełniliśmy oliwą z kuchennej szafki :)
Później nastąpiła najtrudniejsza dla Dziedzica chwila - trzeba było "ubrudzić" ręce...
...a Dziedzic rąk brudzić nie lubi :)
Tym razem był dzielny - wizja zabawy piaskiem w domu przekonała go do tego, że warto zaryzykować :) Przy okazji okazało się, że konsystencja piasku jest niezwykle przyjemna w dotyku ;)
Przez kolejne dwie godziny Dziedzic robił babki z piasku.
Każda była "piękna" i komunikowana okrzykami zachwytu ;)
Każdej też - koniecznie - musiałam zrobić zdjęcie ;)
A Musia - jak to Musia ;)
Zamiast ten czas wykorzystać na odpoczynek i relaks - postanowiła "zakręcić" ciasto :D
Tym razem - postawiłam na kokos.
Ciasto szybkie w przygotowaniu, przepięknie pachnące, wilgotne i pyyyyszneeeee!
Połowa już zniknęła - przepis zasługuje więc na umieszczenie go w moim podręcznym przepiśniku :),
do którego trafiają tylko i wyłącznie kulinarne "gwiazdy"! ;)
Po zakończonej zabawie piasek trafił do pojemnika - miał tam czekać do następnego razu, który nastąpił bardzo szybko - Dziedzic od pół godziny piecze z niego ciasto ;)
Dzięki temu ja mogłam na gorąco zdać relację z dziś ;) :D
P.S. Jedyny minus piasku jest taki, że... trochę po nim brudno ;) Ale - łatwo się go na szczęście zmiata.
Tak - zmiata, bo niestety nie wciąga w odkurzacz, który to wczoraj odmówił posłuszeństwa i trafił do naprawy. Na szczęście gwarancyjnej - za miesiąc nie byłoby już tak kolorowo.
Także - dostrzegając w tej sytuacji jasne strony - stwierdzam, że wiedział kiedy się zebździać ;)

wróciłam do domu, zaległam na kanapie w to zimne popołudnie, Tomasz zrobił kawę i odpłynęłam ... uwielbiam Cię czytać i kiedy czytałam kolejne wpisy zdawałam sobie sprawę jak bardzo tęskniłam za tym ... dodałam do feedly, już nic mi nie umknie
OdpowiedzUsuńdziękuję za zaproszenie <3
To ja dziękuję :) Za dobre słowo, za wiarę - to zawsze dodaje skrzydeł i sprawia, że "pisze się" samo, prosto z serca :) Strasznie mi miło, że w to zimowe popołudnie mogłaś się u nas rozgościć i odprężyć - chociażby wirtualnie :) :* <3
OdpowiedzUsuń