piątek, 23 września 2016

Żegnaj lato na rok...

Post miał pojawić się wczoraj, ale...

 Ktoś mądry kiedyś powiedział, że jak chcemy rozśmieszyć Pana Boga, powinniśmy zdradzić mu swoje plany... Czy coś w tym stylu ;)

Zatem - wpis zaplanowany, kolka nerkowa przywitana i pożegnana, więc jest nadzieja, że chociaż Pan Bóg miał wesoło ;)

Kryzys zażegnany, mam nadzieję, że na dobre, więc jestem... i piszę! :)

W tak zwanym międzyczasie nastała jesień...
To jest ten czas, kiedy z przyjemnością powracam do kadrów ustrzelonych latem...

Czas, kiedy z jednej strony wytchnienie daje wcześnie nadchodzący zmrok, a z drugiej - już zaczyna się tęsknota za dniami po brzegi wypełnionymi złotymi promieniami słońca...



Tegoroczne lato nie bardzo nas rozpieszczało, ale szczęśliwie udało nam się skorzystać z urlopu wówczas, gdy pogoda nie kaprysiła :)




Odkąd na świecie pojawił się Dziedzic - tylko jeden raz zdecydowaliśmy się spędzić wakacje nad naszym morzem. Choć jest przepiękne i majestatyczne - to tłumy na plaży i konieczność rezerwowania skoro świt miejsca blisko morza - skutecznie nas zniechęciły do szukania wypoczynku podczas sezonu wakacyjnego na północy Polski. 

Ale za to Mazury!
 Mazury pokochaliśmy całym sercem! 
I to wszyscy troje! :)

Zawsze witają nas słońcem, ciepłą, czystą wodą w jeziorach i... miejscem na plaży - o każdej porze dnia!





Nie potrafimy wypoczywać bez wody - to jest warunek konieczny. Dziedzic najchętniej by z niej nie wychodził. Tę przypadłość ma po Musi - znaczy po mnie :) Wakacje mojego dzieciństwa spędzałam zawsze nad wodą - pod czujnym okiem Taty, który skutecznie nauczył mnie pływać starą dobrą metodą "Wypłyniesz albo zginiesz" ;)

Wybieramy miejsca ciche i spokojne, przyjazne dziecku, najlepiej z bezpośrednim dostępem do jeziora. 

Całe dnie spędzamy nad wodą, wieczory zaś - to czas na spacery lub leniwy odpoczynek na tarasie domku :)

Co rok jesteśmy w nowym miejscu - plan jest taki, aby zjechać Mazury wzdłuż i wszerz. 
Wszystko przed nami!

A może ktoś z Was ma jakieś sprawdzone miejsce na Mazurach i chętnie podzieli się namiarami??? :)

poniedziałek, 19 września 2016

Nieśmiałe początki :)

Dojrzewałam :) Długo :)
Do tego, aby w końcu blog powołać do życia :)

W końcu - jest! A ja z drżeniem serca wystukuję na klawiaturze pierwsze zdania...

Nieśmiało... Ale szybko - żeby się nie rozmyślić, nie stchórzyć, nie wycofać :)

Tytuł? Tytuł powstał już dawno :) Napisało go życie :)

Najpierw byliśmy my - S&R :)

Potem zostaliśmy obdarzeni NIM - naszym M. :)

Zwanym Dziedzicem. 

Dziedzic za nic nie chciał mówić do nas tradycyjnie - znaczy Mamo i Tato :)
Zyskaliśmy oryginalne miano: Musia i Tutuś :)

A teraz jesteśmy tu: Dziedzic, Musia i Tutuś :) 
Na razie w takim składzie - z końcem stycznia - w powiększonym.

Czas tak szybko gna, wiele ważnych dni, spotkań, ludzi, dat i chwil umyka, a ja nie daję na to przyzwolenia - chcę to wszystko zatrzymać, móc wracać do tego, co już za nami, a co przywołuje na nasze twarze uśmiechy :) 

Na razie wszystko tu jest dla mnie nowe, ale mam nadzieję, że szybko ogarnę co i jak :)

Nieśmiało zatem zapraszam  - odwiedzajcie, podczytujcie - będzie nam baaaardzo miło :)