Kiedyś pisałam, że pewnie wraz z pojawieniem się Okruszka na świecie, rozwiąże się worek pełen dobrych rad.
Nie miałam racji.
Widać przy drugim dziecku otoczenie traktuje mamę i tatę jak specjalistów w dziedzinie opieki nad noworodkiem i dobre rady już nie są udzielane tak chętnie i szczodrze, jak przy pierwszym potomku.
W końcu pierworodny nadal jest: ma dwie ręce, dwie nogi, głowę pełną pomysłów i buzię, która się nie zamyka, więc RACZEJ wiedzieliśmy co i jak ;)
Ale! Zamiast dobrych rad - pojawiają się pytania. A śpi w nocy? A najada się? A na pewno masz tłusty pokarm? A pupa nie odparzona? A płacze? :)
Na większość odpowiadam cierpliwie i wyczerpująco.
Zwykle pytają najbliżsi. Robią to z troski - to jasne :)
Ale są też takie pytania, które mnie mega irytują! Ciekawi? Oto i one!
1. Nie dałaś rady urodzić?
No nie dałam! :)
O zgrozo - nawet nie próbowałam (tym razem).
Bo teraz moje ambicje związane z porodem naturalnym okazały się stać w hierarchii niżej od zdrowia Okruszka. Ci, którzy czytali wcześniejsze posty wiedzą, co było podstawą podjęcia decyzji o planowanym CC. Gdybym miała cofnąć czas - decyzja byłaby taka sama. Okruszek pojawił się na świecie nie zmęczony kilkunastoma godzinami porodu, które - w ocenie lekarza i położnych - i tak nie przyniosłyby oczekiwanego rezultatu.
2. To kiedy dziewczynka?
Kiedyś marzyło mi się mieć troje dzieci.
Kiedyś.
Dawno.
Już zdążyłam zapomnieć, zmienić zdanie i w ogóle.
Mam dwóch CUDOWNYCH, WYJĄTKOWYCH Synów! Nie zamieniłabym ich na nikogo innego!
Nie pytajcie mnie więc - zwłaszcza w ich obecności - kiedy dziewczynka!!!
Nie pytajcie mnie więc - zwłaszcza w ich obecności - kiedy dziewczynka!!!
Nie planujemy powiększenia składu latorośli o płeć żeńską, sztuk jeden. Chyba, że życie nas zaskoczy i... zdecyduje za nas. Bo i tak czasem bywa :) Ale - czy ktoś mi da gwarancję, że wówczas będzie ONA? Biorąc pod uwagę statystyki - marne szanse ;) A spać z patelnią pod łóżkiem (bo zabobon tak mówi) - tak na wszelki wypadek - nie zamierzam ;)
3. Karmisz piersią?
Noooo - tu mogę błysnąć! :D Karmię! Bo chcę, bo lubię, bo mam czym - znaczy: nie że posiadam biust, tylko, że on teraz za krainę mlekiem płynącą robi! Ale gdybym nie miała pokarmu - to na pewno nie głodziłabym dziecka przekonując je do ssania, bo "może w końcu poleci". No weź i przekonaj wrzeszczącego i głodnego noworodka! Uszy więdną, serce krwawi.
4. Kot i noworodek?
No! I jeszcze dwa psy! I starszy brat! To co?
Wszystkich mam wydać, bo stanowią potencjalne zagrożenie dla nowego członka rodziny?
Mamy XXI wiek! Kot nie ma nic wspólnego z czarną magią.
Trzeba go pilnować - jak każde inne zwierzę. Czuwać, żeby nie zostawał z maluszkiem sam na sam. Mieć go pod kontrolą weterynarza - dbać o szczepienia i o zdrowie. Dziedzic też od samego początku wychowywał się z kotem - i ma się dobrze! Kot nie przegryzł mu krtani, nie udusił ogonem, nie podrapał itd. Dzieci i zwierzęta to nie antagoniści - tylko my, dorośli musimy stać na straży i wyznaczać odpowiednie granice - i zwierzakom, i dzieciom. I wszystko będzie dobrze!